ULUBIEŃCY CZERWCA: FILTRY NA LATO, NAJLEPSZE TAGLIATELLE W TRÓJMIEŚCIE, GDZIE PARKUJĘ, PROJEKTANTKA I INNI.
Daria

Daria

Autorka wpisu

Przyszedł czas na ulubieńców czerwca, a w nich napiszę Wam o kilku kosmetycznych perełkach i nie tylko, bo będzie też lajfstajlowo. Polecę Wam fajny film i dobre jedzenie w Trójmieście, więc jeśli macie ochotę na porcję czerwcowych ulubieńców, to zapraszam d dalszego czytania.

Na początek kilka słów o filtrach, których aktualnie używam. Kremy z filtrami są obecne w mojej pielęgnacji przez cały rok. Mam dosyć wymagającą cerę i nie każdy filtr jest dla niej odpowiedni. Wybieram lekkie, nietłuste formuły, które dobrze współpracują z podkładem i tutaj jak dotąd najlepiej sprawdza się filtr SPF 50 od Mineral Sunscreen Fluid For Face od Clinique. Ma leciutką, lejącą konsystencję, nie bieli skóry, nie jest lepki (zastyga na matowo) i naprawdę świetnie wygląda pod makijażem. Kładę grubszą warstwę szczególnie nad ustami, ponieważ tam co roku pojawia się u mnie ostuda – ciemniejsze zabarwienie skóry, które pojawia się właśnie latem pod wpływem słońca. Wygląda to trochę jak wąsy, więc aby uniknąć głębszego zabarwienia tego miejsca używam sporą ilość kremu z filtrem. Niestety ten filtr przy codziennym stosowaniu potrafi nieco wysuszyć skórę, więc używam go naprzemiennie z filtrem SPF 30 również od Clinique Anti Wrinkle Face Cream. Z powodzeniem zastępuje mi krem na dzień, bo ma bardziej bogatą formułę i czuję, że prócz ochrony przed promieniowaniem daje mi także odpowiednią dawkę nawilżenia. Nie roluje się pod podkładem i co najważniejsze – nie zapycha i nie uczula mojej skóry. Filtry od Clinique poznałam w zeszłym roku i na dobre zdeklasowały kremy od La Roche Posay z serii Anthelios, których używałam przez wiele lat. A jeśli chodzi o ciało, to niezastąpiona jest chłodząca mgiełka Virtu-oil Body Mist SPF 30, także od Clinique. Daje przyjemne uczucie orzeźwienia i ma formę takiego lekkiego olejku. Uwielbiam używać jej podczas dużych upałów i opalania np. na plaży.

Przejdźmy teraz do produktów makijażowych. Nadal króluje u mnie totalny mat, jeśli chodzi o makijaż ust i tutaj faworytką okazała się Nabla Dreamy Matte Liquid w pięknym odcieniu brudnego różu o nazwie Roses. Jeśli miałabym krótko scharakteryzować te matowe pomadki od Nabla, to cenię w nich przede wszystkim trwałość, jedwabistą, zastygającą formułę oraz to, że można nimi precyzyjnie wyrysować kontur ust, dzięki kryjącej formule i dobrze ściętemu aplikatorowi. Nie wyglądają na ustach sucho, ale trzeba pamiętać, aby dobrze pokryć wszelkie bruzdy (najlepiej na lekko rozciągniętych ustach). Do tego ten piękny, budyniowo-waniliowy zapach!

Jeśli chodzi o makijaż oczu, to tutaj niespodziewanym faworytem okazała się paletka od Maybelline The Blushed Nudes. Niespodziewanym, ponieważ drogeryjne paletki są w mojej ocenie bardzo słabe i rzadko można trafić na coś godnego uwagi. Cienie mają świetną pigmentację i są jakby lekko kremowe, dzięki czemu wspaniale nakłada się je na powiekę palcem. Kolorystyka również mnie zachwyca, bo mamy tu odcienie dopasowane tak naprawdę do każdego koloru oczu. Wszystkie cienie są niestety lekko połyskujące – to takie satynowe perły, więc nie jest to paletka samowystarczalna. Do  podkreślenia załamania powieki będziemy jednak potrzebowały cienia matowego, którego tutaj brakuje. Jeśli jednak szukacie fajnego zestawu połyskujących cieni, który kupicie w praktycznie każdej drogerii, to The Blushed Nudes będzie trafnym wyborem.

Ostatnio znów powróciłam do kredek, jeśli chodzi o podkreślanie brwi. Muszę przyznać, że to dla mnie jednak najbardziej naturalna forma, choć kiedyś miałam na ten temat zupełnie inne zdanie. Wydawało mi się, że za pomocą kredki można uzyskać przerysowany efekt, więc sięgałam po cienie i pomady. Wszystko się zmieniło, kiedy wypróbowałam kredki od Nabla Brow Divine – są absolutnie najlepsze! Niektórzy określają je nawet jako tańszy zamiennik kredek od Anastasia Beverly Hills Brow Wizz. Aktualnie używam koloru Jupiter i Mercury, a kiedy jestem trochę mniej opalona, to sięgam po odcień Venus, który, jest najjaśniejszym, chłodnym i naprawdę przyjemnym kolorkiem. Uwielbiam twardość i trwałość tych kredek, do tego nie są tłuste i nie pozostawiają dziwnych kawałków we włoskach. Końcówka ma niewielki rozmiar, więc Brow Divine sprawdzą się nawet dla cieniutkich i rzadkich brwi. I ostatni plus – spiralka z drugiej strony, dzięki czemu można wyczesać ewentualny nadmiar kredki i brwi prezentują się wówczas bardzo naturalnie. Polecam, polecam, polecam.

A dla lekkiego zagęszczenia i wydłużenia swoich rzęs mogę zarekomendować Wam kępki Ardell Duralash, które kupicie w każdym Rossmannie. Kupuję je zawsze w rozmiarze Medium. Nie mają węzełka (knot free) czyli tej kuleczki przy nasadzie, dzięki czemu są praktycznie niezauważalne w miejscu przyklejenia. Dokładam sobie po trzy kępki w zewnętrznym kąciku oka i od razu wydaje się większe, bardziej otwarte, pełniejsze. Najlepsze jest to, że dają naprawdę naturalny efekt i nie niszczą naszych rzęs jak w przypadku przedłużania w salonie. Jeśli nie wiecie jak prawidłowo przyklejać kępki, to odsyłam Was do wpisu tutaj klik. Znajdziecie tam dokładny instruktaż krok po kroku.

Przejdźmy teraz do lajfstajlowej części dzisiejszego wpisu. Lubicie filmy z tzw. czarnym humorem? Myślę, że do tego gatunku można zaliczyć film “Projektantka” z Kate Winslet w roli głównej. Opowiada o kobiecie, która po latach wraca do małego, rodzinnego miasteczka, aby wyrównać rachunki z przeszłości. Jest teraz znaną projektantką, która zupełnie nie pasuje do niewielkiej, wiejskiej społeczności, z której się wywodziła. Film jest inny niż wszystkie, ma niepowtarzalny klimat i mimo, że Kate Winslet nigdy nie należała do moich ulubionych aktorek, to dzięki tej roli naprawdę ją polubiłam. Polecam na letni, deszczowy wieczór 🙂

Dobra, a teraz muszę się Wam do czegoś przyznać. Praktycznie zawsze, kiedy jestem na zakupach w galerii handlowej, to gubię swoje auto na parkingu. Nie wiem jak to się dzieje, ale nigdy nie potrafię zapamiętać, gdzie zaparkowałam. Wyobraźcie sobie moją panikę, kiedy krążę po parkingu i nie mogę trafić do auta obładowana zakupami. Najśmieszniejsze jest to, że co jakiś czas mijam dziewczyny z tą samą paniką w oczach 🙂 Jakiś czas temu koleżanka, która ma identyczny problem poleciła mi darmową aplikację “Gdzie parkuję”, którą możecie ściągnąć na telefon. Kiedy jesteście już na miejscu, to włączacie usługę lokalizacji, odpalacie aplikację, wybieracie “parkuj” i idziecie na zakupy. Wracając wystarczy ponownie wejść w aplikację i nacisnąć czarną strzałkę – aplikacja przekieruje Was do nawigacji i wówczas już bez problemu traficie do swojego samochodu 🙂 Proste i niesamowicie przydatne dla takich “specjalistek” od orientacji w terenie jak ja 🙂


I na koniec kulinarne miejsce na mapie Trójmiasta, które naprawdę warto odwiedzić czyli “Śliwka w kompot”. Knajpka znajduje się na sopockim Monciaku i kiedy chcę zjeść coś naprawdę pysznego, to idę właśnie tam. Danie, które mnie totalnie zaskoczyło, to Tagliatelle z kurczakiem – pikantne i bardzo specyficzne w smaku. Polecam! Lubię klimat tego miejsca, bo jest niesamowicie przyjazne i ma świetną obsługę, więc jeśli chcecie zjeść coś dobrego, świeżego i dobrze przyrządzonego, to zajrzyjcie do Śliwki.

Jeśli obserwujecie mój Instagram, to pewnie zdążyłyście już poznać dwie kruszyny, które od niedawna stały się pełnoprawnymi członkiniami naszej familii. I to właśnie one są największymi ulubienicami czerwca! Wniosły do naszego domu wiele radości po stracie suni, która była z nami blisko 15 lat. Nie sądziłam, że jej odejście będzie dla mnie tak bolesne i długo nie mogłam się po tym pozbierać. Do dziś wspominam ją z ogromnym wzruszeniem i pamiętam jakby to było wczoraj, kiedy pojawiła się z naszym domu. Przygarnęliśmy ją ze schroniska i okazała się być człowiekiem w psiej skórze. Myślę, że nic nie będzie w stanie nam jej zastąpić, ale wiem jedno – Zoya i Sonia będą miały u nas najlepszy domek pod słońcem 🙂


Czy są tu jakieś snapowiczki? W końcu mam trochę czasu, aby się tam poudzielać, więc jeśli macie ochotę poznać mnie od tej bardziej prywatnej strony, to zapraszam. Moja nazwa użytkownika to hedonistkaaa.


Przeczytaj także

PAŹDZIERNIK W ZDJĘCIACH.

Posty w stylu “miesiąc w zdjęciach” mają w sobie coś fajnego i sama chętnie podglądam je na innych blogach. Pamiętacie czasy, kiedy na “Hedonistce” pojawiało

Czytaj dalej »