SAMOOPALACZE I EKSPRESOWE BALSAMY BRĄZUJĄCE – WSZYSTKO CO MUSISZ WIEDZIEĆ O DOMOWYM OPALANIU.
Picture of Daria

Daria

Autorka wpisu

W dzisiejszym wpisie chciałabym Wam troszkę przybliżyć temat samoopalaczy i balsamów, które już po kilku chwilach nadadzą skórze opalony, brzoskwiniowy kolor. Sama chętnie korzystam z takiej formy brązowienia skóry, bo często nie mam czasu na tradycyjne kąpiele słoneczne. Wiem, że wiele z Was unika samoopalaczy, bo obawiacie się plam, smug i sztucznego, pomarańczowego kolorytu. Poza tym zapach niektórych środków samoopalających jest dla niektórych osób nie do przyjęcia. W dalszej części posta napiszę Wam o kilku fajnych produktach, które warto wypróbować i dam kilka rad odnośnie samej aplikacji oraz przygotowania skóry. 

PRZYGOTOWANIE SKÓRY DO APLIKACJI SAMOOPALACZA
________
Plamy i smugi niekoniecznie są spowodowane złym samoopalaczem, a właśnie nieodpowiednio wypielęgnowaną skórą, która jest często przesuszona i niedostatecznie złuszczona. Trzy podstawowe kroki, jakie powinnyśmy wykonać przed nałożeniem samoopalacza to:
# Peeling 
Peeling najlepiej wykonać wieczorem, przed snem. U mnie najlepiej sprawdza się najzwyklejszy peeling kawowy, który przygotowuję samodzielnie. 2-3 łyżki mielonej kawy zalewam niewielką ilością gorącej wody tak, aby powstała z tego gęsta papka. Aby peeling był bardziej żelowy, a nie suchy, to dodaję do niego jeszcze odrobinę żelu pod prysznic i wszystko dokładnie mieszam. Następnie tak przygotowaną papką nacieram lekko zwilżoną skórę, wykonując okrężne ruchy. Najlepiej robić to pod prysznicem i po peelingu spłukać wszystko letnią wodą. Skóra po takim złuszczaniu jest niesamowicie gładka i miękka. Możecie oczywiście użyć swojego ulubionego, gotowego już peelingu, ale powinien być on mocno złuszczający. Pamiętajcie o skupieniu się na kolanach i łokciach, bo te partie mogą być najbardziej przesuszone. Te miejsca bez odpowiedniego przygotowania mogą wyglądać na ciemniejsze po użyciu samoopalacza, a tego nie chcemy. Dążymy do równomiernego koloru na całej powierzchni ciała. 
# Nawilżanie
Drugim krokiem po wyjściu spod prysznica jest nawilżanie. Często pomijamy ten krok, a jest równie ważny, co peeling. Skóra musi być dokładnie pokryta nawilżającym balsamem, aby żadne miejsce nie było przesuszone. Dopiero wtedy ubieramy piżamkę i kładziemy się spać. 
# Zmycie balsamu nawilżającego
Aby samoopalacz dobrze zadziałał, skóra musi być czysta, bez żadnych tłustych warstw. Dlatego ważne, aby rano wziąć prysznic i dokładnie zmyć wieczorną porcję balsamu. Jeśli mam dzień wolny, to po prysznicu od razu nakładam samoopalacz i po dokładnym wchłonięciu zakładam ubranie. Jeśli idę do pracy, to nanoszę samoopalacz dopiero wieczorem. Rano znów biorę prysznic, pozbywam się zapachu samoopalacza, a kolor zostaje. 
EKSPRESOWE BALSAMY BRĄZUJĄCE – OPALENIZNA DO PIERWSZEGO MYCIA
________
Jeśli mimo wszystko nie ufacie samoopalaczom, to dobrym wyjściem są tzw. balsamy zmywalne, których kolor zniknie wraz z pierwszym myciem. Mam swoich ulubieńców w tej kategorii i na pierwszym miejscu postawiłabym Garnier Ambre Solaire Tinted 24h Hydrating Gel Instant Sun-Kissed Glow. To ciemny, brązowy żel, który zaraz po aplikacji zostawia na skórze ładny, zdrowy odcień opalenizny. Bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej czy lepkiej warstwy. Ma w sobie też maleńkie drobinki, które nie są nachalne. 
Kolejnym ulubieńcem jest produkt St.Moriz Glitz Shimmering Bronzing Body&Souffle, który przede wszystkim ma za zadanie ładnie rozświetlić opaleniznę, ale posiada też kolor, więc mogę go spokojnie zaliczyć do lekkich balsamów brązujących. Również bardzo szybko się wchłania i nie jest lepki. Daje takie złociste wykończenie, które pięknie wygląda w słońcu. 
Ostatni produkt, który zaliczę do swoich ulubieńców, to rajstopy w spreju od Sally Hansen Airbrush Legs. Wbrew nazwie możemy używać tego produktu na całe ciało, a nie tylko na nogi. Posiadam odcień Tan Glow (mat) i daje zdecydowanie najmocniejszy kolor spośród balsamów, o których już wspomniałam. Z rajstopami w spreju trzeba jednak najbardziej uważać. Najlepiej spryskać dłonie, lekko rozetrzeć i dopiero wtedy nanosić na skórę, okrężnymi ruchami. Rajstopy w spreju mają ten plus, że oprócz brązowienia skóry potrafią ukryć małe niedoskonałości takie jak pajączki, zaczerwienienia czy nawet drobne rozstępy i cellulit. To taki lekko kryjący podkład na ciało. Kiedy produkt całkowicie zaschnie, to staje się zupełnie matowy i faktycznie efekt można porównać do tradycyjnych rajstop.  Jest wodoodporny i czasem nawet trudno go zmyć ze skóry bez porządnego peelingu. Może dawać lekkie uczucie ściągnięcia, co uważam za mały minusik, jednak ostateczny efekt wynagradza wszystko. 
Wszystkie trzy produkty są zmywalne i usuniemy kolor podczas pierwszego mycia. Wszystkie mają też kolor, więc dokładnie widzimy jak to wygląda na skórze, dzięki czemu możemy uniknąć smug i plam. 
APLIKACJA BALSAMU BRĄZUJĄCEGO I SAMOOPALACZA
________
Zarówno w przypadku ekspresowego balsamu brązującego jak i samoopalacza najlepiej sprawdza się u mnie metoda roztarcia niewielkiej ilości w dłoniach i dopiero wtedy zaczynam nanosić produkt na skórę. Nigdy nie wyciskam produktu bezpośrednio na miejsce, które chcę “opalić”, bo niektóre balsamy są tak silne, że potrafią od razu stworzyć nieestetyczną plamę. 
Balsam zawsze zaczynam nakładać od stóp w górę, ruchami okrężnymi. Pamiętajcie o niewielkich ilościach – lepiej dołożyć, niż przesadzić. Skupcie się na dokładnym roztarciu balsamu na kolanach, łokciach i we wszystkich zgięciach. Między palcami najlepiej nałożyć naprawdę niewielką ilość. W przypadku balsamów brązujących i samoopalaczy liczy się szybkość nakładania, bo jeśli będziecie to robić zbyt wolno, to powstaną smugi, a wewnętrzna strona dłoni również zdąży się już porządnie opalić. Dlatego można to robić w gumowych rękawiczkach, albo przy pomocy specjalnej rękawicy. Jeśli nie macie rękawiczki, to po użyciu samoopalacza dokładnie umyjcie ręce, a później rozetrzyjcie odrobinę balsamu tylko na zewnętrznych części dłoni, aby później pasowały kolorystycznie do reszty ciała. 
Pamiętajcie, że każdy samoopalacz najlepiej zmyć przed wyjściem do ludzi. Usuniemy niechciany zapach, a także powierzchniowe plamki, jakie mogły powstać. Prysznic potrafi czasem wszystko wyrównać. Unikniemy wtedy też plam na bieliźnie i ubraniach.
Tak jak widzicie na pierwszym zdjęciu – zbyt długo trzymałam produkt na dłoni, aby zrobić zdjęcie i powstała plama. Mimo, że jest to balsam zmywalny Garnier, to i tak bardzo szybko złapał się skóry, a to niekoniecznie dobrze wygląda. Dłonie po wewnętrznej stronie są też najbardziej przesuszone (przynajmniej u mnie) i same teraz rozumiecie, jak bardzo ważne jest dobre peelingowanie i nawilżanie skóry przed samoopalaczem. 
Czasem do samoopalaczy (np. Fake Bake czy St.Tropez) jest dołączona specjalna rękawica, która zapobiega takim przykrym niespodziankom na dłoniach. Jeśli jej nie macie, to wystarczy zwykła rękawiczka. 
SAMOOPALACZE – OPALENIZNA ZMYWALNA PO 2-3 MYCIACH
________
Przejdźmy teraz do typowych samoopalaczy, które nie zmyją się za pierwszym razem jak w przypadku wcześniej omawianych produktów. U mnie taka opalenizna z tubki pozostaje na skórze maksymalnie do trzech myć, ale często wykonuję peeling, więc może dlatego ten czas jest skrócony. 
Ulubieńcem w kategorii jest bezapelacyjnie Sun Ozon z Rossmanna dla normalnej i ciemnej skóry (jest też wersja jaśniejsza). Jeśli śledzicie mojego bloga, to doskonale wiecie, że uwielbiam ten samoopalacz. Ma postać mleczka, które dobrze rozciera się na skórze. Jest w jasnym kolorze, więc tak naprawdę nie zobaczymy od razu niedoskonałości przy nakładaniu. Dlatego warto nanosić małe ilości i naprawdę dobrze rozcierać okrężnymi ruchami. Nie udało mi się jeszcze zrobić nim plam, ale nie jest to też samoopalacz bardzo ciemny. Co prawda można stopniować efekt i przy codziennym nakładaniu kolor skóry może być coraz ciemniejszy, ale nie osiągniemy intensywnego efektu. Używam tego produktu zarówno kiedy jestem blada, jak i bardziej opalona latem. Wtedy podkreśla kolor opalenizny i gasi jej różowo-czerwony odcień. Dla mnie to “must have” na każdy sezon. Minus? Po pewnym czasie od aplikacji ma dziwny zapach, ale nie jest to taki typowy śmierdziuch, jak w przypadku innych samoopalaczy. Kiedy nakładam go wieczorem, to rano biorę prysznic i pozbywam się całego zapachu, a kolor pozostaje. 
Drugim ulubieńcem jest moje niedawne odkrycie – samoopalacz do twarzy i ciała Dermo Pharma Ideal Bronzer. Znalazłam go w jakimś pudełeczku typu beGlossy czy Shiny Box i początkowo nie byłam do niego entuzjastycznie nastawiona. Nie przepadam za nakładaniem samoopalaczy na skórę twarzy, bo nie ufam im do końca. Ten na szczęście nie spowodował żadnych nowych niespodzianek i dał naprawdę piękny, naturalny kolor. Rozsmarowałam go na twarzy, szyi, klatce piersiowej i rękach – sprawdził się naprawdę wzorowo. Efekty kolorystyczne są podobne, jak w przypadku Sun Ozon, ale pachnie trochę ładniej (kakaowo) i szybciej się wchłania bez lepkiej warstwy. Ma też działanie nawilżające dzięki zawartości witaminy E, A, prowitaminy B5 i masła kakaowego. 
Obydwa produkty dają raczej ciepły odcień opalenizny – wpadający w brzoskwinkę. 
Kolejnym, bardzo ciekawym produktem jest samoopalacz w piance St.Tropez Bronzing Mousse. To właśnie do niego była dołączona rękawica, którą pokazałam na wcześniejszym zdjęciu. Czy aplikacja przy pomocy rękawicy jest lepsza? Wydaje mi się, że lepsze efekty uzyskacie zwykłą rękawiczką, bo ta gąbczasta wchłania zbyt dużo produktu, przez co trochę się go marnuje. St.Tropez jest już nieco chłodniejszy i daje efekt ciemniejszej, kawowej opalenizny. Plus za to, że ma bardzo delikatny zapach, który nie przekształca się w aromat spalonej skóry. Nie jest lepki, szybko się wchłania, ale forma pianki może nie odpowiadać każdemu. Potrzebujemy znacznie więcej produktu, aby pokryć większy obszar ciała. Lubię ten samoopalacz za jego ładny odcień i lekkość. 
Ostatnim samoopalaczem, który lubię jest St.Moriz Instant Self Tanning Lotion i posiadam odcień Dark. To jest już naprawdę ciemny samoopalacz, który zostawia bardzo intensywny, czekoladowy kolor. Polecałabym go raczej dla ciemnej karnacji, aby zintensyfikować efekt. Używam go tylko latem i świetnie wyrównuje opaleniznę, nadając jej taki “indyjski” odcień. Koniecznie nakładajcie go w rękawiczkach, bo bardzo szybko zastyga. Po jego nałożeniu możecie się trochę przestraszyć, bo praktycznie zawsze robi dziwne smugi i plamy, ale na szczęście po pierwszym prysznicu wszystko się wyrównuje. Myślę, że to produkt dla tych z Was, które mają już jakieś doświadczenie w nakładaniu samoopalaczy. Jest też kolorystycznie najbardziej intensywny spośród wszystkich samoopalaczy, jakie znam. 
A tutaj próbki wszystkich produktów brązujących, o których dziś napisałam (prócz tych w kolorze mlecznym jak Sun Ozon i Dermo Pharma). Mam nadzieję, że wybierzecie tu coś dla siebie. Myślę, że najbardziej bezpiecznym samoopalaczem na początek jest Sun Ozon z Rossmanna (możecie wybrać też odcień jaśniejszy), a w przypadku zmywalnych produktów – Garnier Ambre Solaire Tinted 24h Hydrating Gel Instant Sun-Kissed Glow.


***
I to by było na tyle, jeśli chodzi o mój mały poradnik na temat opalenizny w tubce. Mam nadzieję, że rozwiałam Wasze wątpliwości, a jeśli macie pytania, to oczywiście piszcie tutaj w komentarzach, postaram się pomóc. Dajcie też znać jakie są Wasze ulubione samoopalacze i zmywalne balsamy brązujące!
Przeczytaj także

PAŹDZIERNIK W ZDJĘCIACH.

Posty w stylu “miesiąc w zdjęciach” mają w sobie coś fajnego i sama chętnie podglądam je na innych blogach. Pamiętacie czasy, kiedy na “Hedonistce” pojawiało

Czytaj dalej »

5 KOSMETYCZNYCH ROZCZAROWAŃ…

Muszę przyznać, że zdecydowanie bardziej lubię pisać o produktach, które uwielbiam, niż o tych nietrafionych, ale czasem trzeba. Dziś serwuję Wam kolejną porcję kosmetycznych rozczarowań.

Czytaj dalej »