PRZETESTOWAŁAM MOCNO KRYJĄCY PODKŁAD JANDA SCENICZNY MAKE-UP. HIT CZY KIT?
Picture of Daria

Daria

Autorka wpisu

Od jakiegoś czasu prowadzę intensywne poszukiwania zamiennika mojego ulubionego i niestety wycofywanego ze sprzedaży podkładu. Kilka z Was poleciło mi podkład marki Janda, który kosztuje nieco ponad 30 zł w Rossmannie, ma bardzo dobrze kryć i nie pozostawiać efektu maski. Dodatkowo wspominałyście, że daje identyczny efekt, jak Provoke Matt, więc to ostatecznie przekonało mnie do jego kupna. Jak się u mnie sprawdził? Zapraszam na test!

Od kilku tygodni obserwuję w sieci duże zainteresowanie marką Janda, a konkretnie ich podkładami, które zostały już przez wiele blogerek i youtuberek okrzyknięte odkryciem roku. Odkrycie to chyba najlepsze określenie, bo mimo, że kosmetyki tej marki są dostępne w Rossmannie od dawna, to jakoś nigdy nie wpadły mi w oko i naprawdę trzeba ich poszukać. Podkłady stoją sobie gdzieś na bocznej półce wśród innych marek i z tego, co widziałam, dostępne są dwa rodzaje. Jeden to podkład matujący, a drugi kryjący. Zdecydowałam się przetestować ten o dużym kryciu czyli Janda Sceniczny Make-up Dobrze Kryjący. Zarówno nazwa, jak i szata graficzna opakowania trochę jak nie z tej epoki, ale plus za to, że jest szklane i ma pompkę. 
KOLOR
Podkład Janda Sceniczny Make-up jest dostępny w dwóch kolorach i ja zdecydowałam się na jaśniejszy czyli 01 jasny beż. Niestety w Rossmannie nie było żadnego testera, więc kupowałam ten podkład w ciemno. Kolor okazał się naprawdę ekstremalnie jasny i to najjaśniejszy podkład jaki aktualnie znajduje się w mojej kosmetyczce. Będzie idealny dla bladziochów oraz osób, które lubią podkłady o beżowo-oliwkowej tonacji. Cera wygląda dzięki temu zdrowo i świeżo. Dodam, że ciemnieje w bardzo niewielkim stopniu (max o jeden ton).
KONSYSTENCJA
To dosyć rzadki podkład, ale nie tak lejący, jak ostatnio recenzowany przeze mnie L’oreal Infaillible (moją opinię o nim poznacie tutaj klik). Wyczuwam w nim taką lekko tłustą nutkę, ale nie daje to uczucia tłustego filmu na skórze. 
KRYCIE
Na zakup tego podkładu zdecydowałam się głównie dlatego, że wiele z Was porównywało jego krycie i wykończenie do mojego ulubieńca czyli Dr Irena Eris Provoke Matt. Muszę przyznać, że stopień krycia jest bardzo przyzwoity, ale do pełnego mu bardzo daleko. Żeby przykryć większe skórne problemy musiałabym użyć korektora, ponieważ  dokładanie tego podkładu nic nie daje. Ma to swoje plusy, bo pod podkładem można dostrzec naszą “naturalną” skórę i nie ma tu mowy o efekcie maksymalnie wygładzonego manekina. Mam wrażenie, że im jestem starsza, tym bardziej doceniam ten naturalny wygląd skóry mimo, że moje niedoskonałości nie są w 100% zakryte. 

WYKOŃCZENIE
Tu duże zaskoczenie, ponieważ nie sądziłam, że podkład za około 30 zł będzie wyglądał tak świetnie na skórze. Ładnie się z nią stapia, wypełnia oraz wygładza optycznie pory i pozostawia leciutki, świeży połysk. Nie jest to nic nachalnego – to raczej efekt młodej, nawilżonej cery. Efekt po aplikacji i lekkim zastygnięciu tego podkładu porównałabym do takiej wygładzającej woalki. To zaskakujące biorąc pod uwagę cenę tego produktu. Minus niestety za to, że podkład podkreśla suche skórki, a mam ich aktualnie dosyć sporo, bo używam kwasów złuszczających. Jeśli natomiast Wasza cera jest w dobrej kondycji, to wykończenie jakie pozostawia ten podkład z pewnością Was zadowoli. 
TRWAŁOŚĆ
Podkład po przypudrowaniu trzyma się na mojej mieszanej cerze całkiem nieźle. Nie ściera się, nie schodzi plamami i ładnie przyjmuje brązer, róż czy rozświetlacz. 
Na zdjęciu 1 nie mam podkładu, na 2 pokazuję ilość aplikowanego produktu, a na 3 możecie zobaczyć efekt krycia przy jednej warstwie (bez pudru). Jest całkiem nieźle, ale aktualnie nie mam na skórze większych niespodzianek, a jedynie pozostałości po starych pryszczach. Niestety odcień 01 jest na mnie zdecydowanie za jasny i bez nałożenia sporej ilości brązera nie ma szans, abym nosiła ten podkład solo.
A tak ten podkład prezentuje się obok innych podkładów, które na szybko odnalazłam w mojej toaletce. Jak pewnie zdążyłyście zauważyć jest bardzo jaśniutki. Fajnie, że ma w sobie beżowo-żółte, a nawet oliwkowe tony, bo to zawsze wygląda na skórze dobrze. 
CZY PODKŁAD JANDA TO ZAMIENNIK DR IRENA ERIS PROVOKE MATT?
Niestety nie jest to idealny zamiennik mojego ulubionego podkładu. W przeciwieństwie do Provoke Matt podkreśla suche skórki, nie daje maksymalnego stopnia krycia, a poza tym nie jest tak matowy w wykończeniu. Nie jestem też zadowolona z tego jasnego koloru, bo często używam samoopalacza i twarz zbyt mocno odcina się od reszty ciała. Do plusów natomiast mogę zaliczyć to, że naprawdę pięknie wygląda na skórze, lekko ją wygładza, nie ciemnieje zbyt mocno, jest trwały i brązer czy róż dobrze się na nim rozciera. Poza tym nie spowodował u mnie żadnej reakcji alergicznej czy zapychania. Mimo, że nie można go nazwać idealnym zamiennikiem mojego ulubieńca, nie oznacza to, że jest bublem. Mogę śmiało napisać, że jak dotąd znajduje się najbliżej efektu, jaki zapewnia Provoke Matt i z pewnością kupię ciemniejszy odcień. 
DOSTĘPNOŚĆ I CENA
Do kupienia w Rossmann za 34,99

Podsumowując, jeśli nie macie problemu z suchymi skórkami i nie oczekujecie super krycia (nazwa może być myląca), a także szukacie naprawdę jasnego podkładu – polecam. 

Dziewczyny, dajcie znać czy testowałyście już ten podkład lub czy może na fali jego popularności macie ochotę go wypróbować? 

_____________________________
Wpadnijcie też na mój

Przeczytaj także