NOWOŚCI W MOJEJ SZAFIE I KOSMETYCZCE: URBAN DECAY GWEN STEFANI, ZOEVA ROSE GOLDEN VOL 3, SINSAY I INNI.
Daria

Daria

Autorka wpisu

Dziś wpadam do Was z przeglądem nowości w mojej kosmetyczce i garderobie. Pokażę Wam kilka ubrań, dodatków i zdradzę jakie jest moje zdanie na temat nowej kolekcji Zoeva Rose Golden Vol. 3. Wskakujcie zatem do dalszej części posta!

Uwielbiam ciemne okulary, a takich w lekko kocim kształcie szukałam od dłuższego czasu. Znalazłam je w sklepie Sinsay za uwaga – 14,99 zł 🙂 Oczywiście nie można spodziewać się po nich wybitnej ochrony przed promieniowaniem słonecznym, ale jako ozdoba na pewno się przydadzą. 

Biżuteria marki Sotho gości na moim blogu bardzo często, bo jej prosty, a zarazem przykuwający uwagę design wyjątkowo do mnie trafia. Ciągle kuszą mnie jakieś nowe modele i tym razem zdecydowałam się na bransoletkę z połyskującymi, czarnymi kryształami SWAROVSKI®CRYSTAL oraz chwostem (tutaj klik). Do tego naszyjnik z trzema okrągłymi zawieszkami, na których widnieje napis: “be strong, be active, be yourself” (tutaj klik). Na stronie sklepu cały czas trwa wyprzedaż i wiele błyskotek można kupić nawet z 50% rabatem. Czy wspominałam Wam już, że uwielbiam robić zdjęcia biżuterii? 
Kolejna torebka w mojej kolekcji w odcieniu brudnego, zgaszonego różu. Podoba mi się jej kształt i wielkość, do tego jest bardzo pakowna i ma jasne wnętrze, w  którym szybciej odnajduję różne rzeczy. Nie podoba mi się w niej jedynie zawieszka, która ma być chyba podróbką logo Yves Saint Laurent. Nie lubię tego typu śmiesznych imitacji, więc z pewnością to odczepię. Torebka dostępna tutaj klik. 

Nowością u mnie są również pędzle Zoeva Rose Golden Vol. 3, które 29 lutego będą dostępne na Mintishop.pl.  Moje pierwsze wrażenie było bardzo pozytywne, bo od dawna podobały mi się metaliczne pędzle Real Techniques Bold Metals, a później Makeup Revolution Ultra Sculpt. Różowe złoto od zawsze przykuwało mój wzrok, więc Zoeva wyszła naprzeciw moim oczekiwaniom. Włosie jak zwykle jest świetne, ale o tym można się przekonać mając choć jeden pędzel tej marki. Co do trzonków, to szkoda, że są w trochę innym odcieniu, niż sama skuwka. Można to zauważyć przyglądając się trochę uważniej, bo na pierwszy rzut oka tego nie widać. Jest to natomiast zupełnie bez znaczenia, bo i tak pędzle wyglądają nadzwyczaj efektownie. Wszystko byłoby świetnie, gdyby nie mały pasek na wysokości łączenia skuwki z trzonkiem. Wygląda to na odbarwienie i nie wiem czy taki był zamysł marki, czy to może efekt uboczny przy składaniu pędzli (każdy mój pędzel ma ten defekt). Wiecie, że przykładam dużą wagę do detali i moim zdaniem wygląda to po prostu mało estetycznie, może nawet trochę tandetnie. Jestem ciekawa czy przy dłuższym stosowaniu trzonki zachowają swój kolor i nie będą się rysować – czas pokaże. Natomiast już na wstępie daję mały minusik za ten estetyczny defekt, który zamierzony lub nie – wygląda źle. A może tylko moje egzemplarze tak mają? Jeśli kupicie, to dajcie znać czy u Was jest tak samo. Pędzle jak zawsze są zapakowane w pojemną kosmetyczkę, która jest bardzo solidna. 

Wraz z pędzlami wychodzi też nowa paletka z trzema pudrowymi produktami do makijażu twarzy. Róż jest dosyć błyszczący, rozświetlacz ma lekko satynowe wykończenie, a bronzer to mat. Róż jest zdecydowanie najsłabszym ogniwem w zestawie, bo ma opalizujące wykończenie, co na moich policzkach nie wygląda korzystnie. Bronzer jest za to świetny – jasny, delikatny i ma ładny, mleczny odcień. Rozświetlacz to średniak i daje raczej delikatny efekt, chociaż może być fajnym rozwiązaniem w dziennym makijażu do pracy czy do szkoły, gdy nie chcemy zbytnio przyciągać uwagi do kości policzkowych. Ogólnie paletka jest fajna i gdyby róż był matowy, to byłabym z niej bardziej zadowolona. Plus za śliczne opakowanie w klimacie różowego złota. 
Kolejna paletka z różami i tym razem od Urban Decay. To limitowanka, sygnowana przez Gwen Stefani, jaką marka przesłała mi do wypróbowania. To samo, co w przypadku paletki Zoeva – podobałaby mi się bardziej, gdyby miała więcej typowo matowych odcieni. Róże z połyskiem podkreślają wszelkie niedoskonałości na policzkach – rozszerzone pory, blizny, nierówności, pryszcze. Staram się ich unikać w swoim makijażu i wybieram tylko maty, ewentualnie dyskretne satyny. Róże same w sobie ładnie rozprowadzają się na skórze, są trwałe, nie schodzą w dziwny sposób, nie tworzą plam czy prześwitów. Jeśli jesteście posiadaczkami cery bez żadnych problemów, to śmiało możecie używać tego typu produktów. Co do ceny tej palety, to na moje oko jest trochę wygórowana. 

Sukienkę z koronkową górą i zwiewnym dołem założę na zbliżające się przyjęcie weselne moich znajomych. Uwielbiam  jej głęboki, winny odcień. Znajdziecie ją tutaj klik.

Warto mieć taką klasyczną, czarną torebkę ze złotymi dodatkami. Pasuje praktycznie do wszystkiego, a swoją noszę niemalże codziennie i mieści wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy. Może wpis z aktualizacją zawartości mojej torebki? Sama bardzo lubię tego typu posty. Model ze zdjęcia dostępny tutaj klik.

Sukienkę z koronkową wstawką pokazywałam Wam już na moim Instagramie i bardzo ją lubię. Często dopytujecie o konkretny link do niej, bo nie możecie jej odnaleźć na stronie – jest dostępna tutaj klik.

Pierwszy płaszcz zamówiłam dla mojej mamy i idealnie na nią pasuje. Jest raczej prosty, bez żadnego taliowania, ale na sylwetce układa się bardzo elegancko.  Ja nie przepadam za płaszczami bez kołnierzy, dlatego dla siebie wzięłam ten drugi. Będzie idealny na zbliżającą się wiosnę. Pierwszy płaszczyk dostępny tutaj klik, drugi tutaj klik.

I na koniec nowy krem pod oczy Clinique Pep-Start. Ma nawilżać, rozświetlać i sprawiać, że spojrzenie będzie wyglądać na bardziej wypoczęte. Użyłam go kilka razy i na razie bardzo podoba mi się ten okrągły aplikator i to, że krem jest lekki. Zobaczymy jak dalej będzie się spisywać. Na pewno dam Wam znać.

***
Napiszcie czy coś wpadło Wam w oko! Jeśli macie jakieś pytania, to tradycyjnie zapraszam do zadawania ich w komentarzach. 
Przeczytaj także

PAŹDZIERNIK W ZDJĘCIACH.

Posty w stylu “miesiąc w zdjęciach” mają w sobie coś fajnego i sama chętnie podglądam je na innych blogach. Pamiętacie czasy, kiedy na “Hedonistce” pojawiało

Czytaj dalej »