NAJLEPSZE I NAJGORSZE PODKŁADY, KTÓRE OSTATNIO PRZETESTOWAŁAM…
Daria

Daria

Autorka wpisu

Ostatnio moja cera przechodziła spory kryzys. Jak wiecie, z rynku zniknął mój ulubiony podkład Dr Irena Eris Provoke Matt, dlatego od kilku miesięcy próbuję znaleźć jakiś sensowny zamiennik. Nie spodziewałam się, że będzie to aż takie trudne! Posiadaczki cery problematycznej wiedzą, co mam na myśli… Przetestowałam 8 podkładów – które zaliczam do bubli, a które wypadły całkiem nieźle? O tym w dalszej części dzisiejszego wpisu, więc zapraszam do czytania. 

Wibo Forever Better Skin | odcień 4 Golden
O tym podkładzie wspominałam już w tym wpisie [klik klik]. Na skórze wygląda i zachowuje się podobnie jak Estee Lauder Double Wear lub jak Revlon Colorstay. Zastyga, tworząc taką silikonową powłokę, dzięki której skóra jest mocno wygładzona. Niestety tego typu podkłady mogą powodować powstawanie niedoskonałości i u mnie tak właśnie było. Szkoda, bo podkład jest naprawdę fajny i jeśli nie macie cery problematycznej, to warto go wypróbować. Kryje świetnie, jest długotrwały i minimalizuje widoczność porów. 
Max Factor Lasting Performance | odcień 105 Soft Beige
Tego podkładu używałam jako nastolatka i wtedy był to produkt z tak zwanej wyższej półki. Lubiłam go i używałam przez kilka lat. Liczyłam więc na to, że i teraz będzie spisywał się dobrze. Krycie oceniam na średnie, ale można je budować. Podkład ciemnieje na skórze dokładnie tak, jak kiedyś, więc w tej kwestii nic się nie zmieniło. Lekko wygładza, ale nie tworzy takiej odczuwalnej powłoki, jak Wibo. Muszę przyznać, że byłabym z niego zadowolona gdyby nie fakt, że również spowodował u mnie wysyp niedoskonałości. Poza tym jest nietrwały i lubi znikać ze skóry w ciągu dnia, jeśli go mocno nie przypudruję. Ogólnie średniak.
Gosh Dextreme | odcień 004 Natural
Wydaje mi się, że dostałam go w jakiejś paczce PR-owej, bo nie przypominam sobie, abym go kupowała. To podkład, który ma zapewniać pełne krycie, ale w mojej ocenie kryje na średnim poziomie. Najgorsze w nim jest to, że odcień naturalny ma różowe podtony i jest bardzo ciemny. W ogóle zauważyłam, że producenci często nazywają odcienie swoich podkładów “naturalnymi”, a okazuje się, że kolor jest bardzo ciemny i wręcz “opalony”. To niesamowicie mylące i już wiele razy się na to nacięłam. Podkład z Gosh jest raczej średniakiem i nie skuszę się na bardziej dopasowany odcień. Ma dla mnie za słabe krycie, które fatalnie się buduje i łatwo o efekt ciastka. 
Artdeco Perfect Teint | odcień 35
Podkład, który kiedyś okrzyknęłam zamiennikiem Eris Provoke. Szkoda tylko, że jest tak trudno dostępny w drogeriach stacjonarnych i w związku z tym przez jakiś czas miałam od niego małą przerwę. Teraz przetestowałam sobie kolor 35, który jest znacznie ciemniejszy, niż 16, ale ma za to różowy podton. Kryje na podobnym poziomie, co Provoke Matt i można to krycie budować. Podkład zastyga, wygładza i jest bardzo trwały. Niestety takie zastygające podkłady na lato sprawiają, że jest mi jeszcze bardziej gorąco, więc nie do końca lubię taki efekt. Co więcej – ten odcień spowodował u mnie dużo nieprzyjemnych niespodzianek w okolicy żuchwy. Mam pewne podejrzenie, że to właśnie barwniki są u mnie przyczyną powstawania niedoskonałości. Im ciemniejszy podkład, tym gorzej wpływa na moją cerę. Czy tak jest na 100%? Nie wiem, ale zauważyłam to już w przypadku wielu podkładów. Podobnie było z Provoke Matt. Odcień 210 czyli ten jasny sprawował się świetnie i nie pogarszał stanu mojej skóry, natomiast kolor ciemniejszy powodował wysyp. Wracając do Artdeco – nie będę go używać, bo czuję, że moja skóra się pod nim “dusi”, a poza tym te wysypy są bardzo nieprzyjemnym efektem ubocznym.
Estee Lauder Double Wear Light | odcień Desert Beige 2N1
Wiem, że ten podkład ma wiele zwolenniczek, ale ja do nich nie należę. Trzeba mieć naprawdę idealną cerę, żeby się z nim polubić. Po pierwsze – krycie jest lekkie i kiepsko się buduje. Po drugie – na mojej mieszanej cerze wygląda fatalnie tzn. świeci się, rozmazuje, ciastkuje, podkreśla niedoskonałości, zmarszczki i zbiera się w nich. Myślę, że to jeden z najgorszych podkładów, jakich miałam okazję używać. Co więcej – dałam go do przetestowania posiadaczce skóry niemalże idealnej, suchej i również go nie polubiła. 
Nabla Close-Up | Odcień L45 Light
Lekki, wodnisty i całkiem nieźle kryje już przy jednej warstwie. Zapach bardzo alkoholowy, co może zwiastować efekt przesuszenia. Faktycznie podkład może wysuszać, jeśli nie nałożymy pod niego kremu nawilżającego. Polubiłabym się z tym podkładem gdyby nie to, że jest bardzo nietrwały. Można go zetrzeć ze skóry jednym ruchem ręki, także wszelkie formy podpierania się ręką w ciągu dnia pozostawiają ślady. To jak dla mnie całkowicie dyskwalifikuje ten podkład, choć na skórze wygląda naprawdę w porządku. 
Dr Irena Eris Day to Night | odcień 040W Natural
Przechodzimy do największego rozczarowania i bubla mojego zestawienia, a mianowicie do podkładu Eris Day to Night. To chyba najgorszy podkład, który testowałam, a miałam nadzieję, że będzie zamiennikiem Provoke Matt. Niestety okazał się fatalny pod każdym względem. Po pierwsze – kolor naturalny jest bardzo ciemny, więc nie wiem czy takie karnacje “naturalnie” występują w naszym kraju. Do tego ciemnieje. Po drugie – krycie jest bardzo kiepskie, choć na początku wydawało się dobre, bo nie miałam jeszcze tylu przebarwień po pryszczach, których mi narobił. Podkład nie jest trwały, ciastkuje się nawet przy cienkiej warstwie. Poza tym przesusza skórę i daje taki efekt brudnej twarzy. I na koniec – to straszny zapychacz. Miałam po nim na twarzy jeden z gorszych wysypów, jakich doświadczyłam po podkładach. #najgorzej 
Clarins Everlasting Foundation | Odcień 110 Honey
Zakończę ten wpis optymistycznie. Najlepszym podkładem, który ostatnio przetestowałam jest Clarins Everlasting w odcieniu Honey. Miałam go już wcześniej w jaśniejszym kolorze i wówczas  nie byłam z niego do końca zadowolona, bo wyglądał na skórze sucho. Aktualnie, przy dużej wilgotności powietrza spisuje się u mnie świetnie. Poza tym odcień Honey jest naprawdę ładny. Dopasowałam go idealnie do reszty moje ciała, a wiecie przecież, że nie żałuję sobie samoopalacza. Krycie jest średnie+, poza tym delikatnie wygładza skórę i sprawia, że wygląda świeżo. Szybko się wyświeca, ale to raczej kwestia tego, że moja skóra aktualnie bardzo mocno się przetłuszcza. Co najważniejsze – nie powoduje u mnie powstawania niedoskonałości! Szok i niedowierzanie. Nie jest to ideał z uwagi na to szybkie wyświecanie, ale to jakby przestało mi już przeszkadzać. Z wiekiem zaczęłam doceniać ten blask na skórze, który sprawia, że twarz wygląda bardziej świeżo. Błagam tylko o jedno. Nie wykupcie mi go z wszystkich możliwych sklepów! 🙂 
A tak prezentują się odcienie wcześniej opisanych podkładów. Zazwyczaj celuję w takie, które mają żółte podtony. Na mojej skórze naprawdę fatalnie wyglądają odcienie różowe. Jak widzicie Gosh i Artdeco mają takie kolory, które kiepsko na mnie wyglądają. Najładniejszy jest Clarins w odcieniu Honey. Daje efekt zdrowej skóry i pasuje do koloru samoopalacza, który nakładam od szyi w dół. Często pytacie o to czy nakładam samoopalacz na twarz. Otóż nie, bo to kończy się u mnie wysypem. Moja twarz bez makijażu jest znacznie jaśniejsza, niż reszta ciała, ale nie przeszkadza mi to. 
I to wszystko na dziś. Mam nadzieję, że znalazłyście już swój ulubiony podkład, bo poszukiwanie ideału jest naprawdę męczące. To produkt, który większość kobiet stosuje codziennie, więc musi spełniać pewne oczekiwania.  Pół biedy, gdy po prostu nie pasuje nam kolorystycznie lub źle wygląda. Gorzej, jak powoduje powstawanie niedoskonałości, które trzeba później miesiącami leczyć, a ślady po nich zostają jeszcze dłużej. Łączę się w bólu z wszystkimi posiadaczkami cery problematycznej!
Przeczytaj także