NA JAKICH KOSMETYKACH WARTO ZAOSZCZĘDZIĆ, A W KTÓRE ZAINWESTOWAĆ WIĘCEJ?
Daria

Daria

Autorka wpisu

Z biegiem lat coraz rozsądniej podchodzę do zakupów. Kiedyś lubiłam mieć mnóstwo kosmetyków i wyznawałam zasadę, że im więcej tym lepiej. Po jakimś czasie nastąpiło totalne otrzeźwienie i te duże ilości zaczęły mnie dosłownie przytłaczać. Szybko zdałam sobie sprawę z tego, że wielu kosmetyków zupełnie nie potrzebuję i wolałabym mieć jedną, porządną rzecz, niż kilkanaście przeciętnych. Wyrosłam już trochę z wiary w entuzjastyczne obietnice producentów, które windują cenę. Dzisiaj podpowiem Wam na jakich kosmetykach warto zaoszczędzić, a w które zainwestować więcej.

NA CZYM OSZCZĘDZAM? 

# PEELINGI DO TWARZY I CIAŁA 
Raz na jakiś czas zdarzy mi się kupić jakiś drogeryjny peeling, ale tylko dlatego, że skusi mnie jego ładny zapach lub na rynek trafi nowość, która wyjątkowo mnie zaciekawi. Zdarza się to jednak bardzo rzadko i nadal nic nie jest w stanie pobić mojego ulubionego, kawowego peelingu do ciała własnej roboty. Jak go przyrządzić? Nic prostszego – wystarczy wsypać do naczynia 2 czubate łyżki kawy, a następnie zalać gotującą wodą, ale tylko odrobinę, aby powstała gęsta papka. Możemy dodać ulubionego żelu pod prysznic i dzięki temu powstanie nam świetny peeling myjący. Skóra jest po nim gładka, a kofeina ma genialne działanie antycellulitowe i ujędrniające. Po żadnym, kupnym peelingu nie uzyskałam tak świetnych efektów wygładzonej skóry. Myślę, że nie warto wydawać większych pieniędzy na drogeryjny peeling, a kawa, którą większość z nas ma w swojej kuchni świetnie spełnia zadanie.

A co z peelingiem skóry na twarzy? Od dłuższego czasu używam tylko i wyłącznie tej silikonowej myjki, o której wspominałam TUTAJ klik. To moje odkrycie roku i zupełnie zrezygnowałam z jakichkolwiek ziarnistych peelingów, które w większości przypadków zapychały mi skórę. Teraz nie muszę ich kupować, bo myjka służy mi już kilka dobrych tygodni i nic nie zapowiada się, aby miała trafić do kosza.


# SZAMPON DO WŁOSÓW

Ma mieć dla mnie przede wszystkim funkcję myjącą i w sumie nic więcej. Te wszystkie “profesjonalne” szampony z dodatkiem olejków, odżywek, nabłyszczaczy i innych składników upiększających dają raczej marne efekty. To odżywka lub maska ma za zadanie podrasować wygląd naszych włosów, a nie szampon, więc nie warto wydawać na niego zbyt wiele pieniędzy. Szampon też bardzo szybko się kończy, bo używamy go przecież kilka razy w tygodniu. Wyjątkiem są szampony lecznice np. przeciwłupieżowe lub te, które zapobiegają wypadaniu – wtedy faktycznie warto zainwestować trochę więcej i dodatkowo połączyć ich stosowanie z jakąś wcierką. Działamy wtedy we zdwojoną siłą.


# KOLOROWE EYELINERY
W mojej kosmetyczce nie ma ani jednego kolorowego eyelinera. Kiedy odkryłam, że w zasadzie każdym cieniem można wykonać na mokro piękną, kolorową kreskę, to uważam taki zakup za zbędny wydatek. Wystarczy zmoczyć pędzelek wodą lub zanurzyć go w bezbarwnym wosku do brwi, a następnie przejechać kilka razy po kolorowym czy brokatowym cieniu. Nie kupuję też czarnych kredek – czarny cień na mokro daje identyczny efekt.

Na poniższym zdjęciu możecie zobaczyć jak dany cień wygląda nałożony na sucho, a jak na mokro. Jest różnica 🙂

# POMADA DO BRWI
To samo, co w przypadku eyelinerów – zamiast pomady do brwi warto zmoczyć pędzelek wodą i zanurzyć w naszym ulubionym cieniu. Uzyskamy bardziej wyraźną pigmentację, dzięki której można piórkować (rysować pojedyncze włoski) i intensywnie podkreślić brew w stylu pomady Anastasia Beverly Hills czy Inglot. Takie pomady są dosyć drogie i czasem warto trochę pokombinować z cieniami. To świetny trik jeśli nie wiecie czy taka pomada w ogóle się Wam sprawdzi – użycie cienia na mokro daje bardzo podobny efekt. Jedyny minus tej metody to mniejsza trwałość, bo pomady są często wodoodporne.

# TUSZE DO RZĘS
Rzadko kupuję tusz droższy, niż 100 zł, bo nie widzę różnicy, jeśli chodzi o efekt na moich rzęsach. Czasem tusze za 10 zł potrafią więcej, niż te z wyższej półki. Poza tym szybko wysychają, więc nie widzę sensu w przepłacaniu za tego typu produkty. Wyjątek stanowią oczywiście oczy bardzo wrażliwe, które źle reagują na drogeryjne tusze i tolerują tylko te naturalne, których cena często przyprawia o zawrót głowy, ale to już inna para kaloszy.

Akrylowy organizer na kosmetyki zamówiłam tutaj klik.

# LAKIERY DO PAZNOKCI
Jeszcze przed odkryciem manicure hybrydowego miałam ogromną kolekcję zwykłych lakierów. Były to lakiery tańszych marek (Wibo, Lovely, Miss Sporty itp.) oraz droższych jak np. Chanel czy Estee Lauder. Żaden lakier nie trzymał się u mnie na paznokciach dłużej, niż 3 dni. Czasem lakiery z Manhattanu radziły sobie lepiej, ale to zależało też od konkretnego koloru. Lakiery podobnie jak tusze do rzęs szybko tracą swoje właściwości – gęstnieją i stają się bezużyteczne. Myślę, że nie warto wydawać na lakier więcej, niż kilkanaście złotych.

W CO INWESTUJĘ WIĘCEJ?

# PODKŁAD
Mam dosyć wymagającą i problematyczną cerę, więc nie mogę pozwolić sobie na pierwszy lepszy podkład. Te tańsze zupełnie się u mnie nie sprawdzają i czasem wolę już nie eksperymentować w obawie o pogorszenie stanu skóry. Podkład to produkt, który poza kremem jest cały dzień na naszej skórze, więc warto zainwestować w coś lepszego. Jeśli macie ochotę na droższy podkład, to koniecznie weźcie próbkę w drogerii, albo kupcie ją na Allegro. Ja od wielu lat mam swoich ulubieńców i pewnie doskonale ich znacie 🙂

# PERFUMY
Na dobre i trwałe perfumy jestem w stanie wydać więcej, bo wiem, że kupując te tańsze po prostu wyrzucam pieniądze w błoto (szybko się ulatniają i pachną głównie alkoholem). Oczywiście są wyjątki, bo perfumy Marc Jacobs Daisy Dream widoczne na pierwszym zdjęciu są dosyć drogie, a na mojej skórze i ubraniach nie utrzymują się nawet 5 minut. Warto przed dokonaniem zakupu sprawdzić trwałość zapachu w perfumerii. Na każdej skórze perfumy zachowują się inaczej.

# KREM DO TWARZY
Osoby z tak wrażliwą, a do tego trądzikową skórą, jak moja muszą uważać w kwestii doboru kremu. Nieodpowiedni produkt może narobić więcej szkody, niż pożytku i często wiele miesięcy dermatologicznego leczenia idzie na marne przez krem o kiepskim składzie. Jestem w stanie wydać większą kwotę na produkt, którego jestem pewna. Na razie nie trafiłam jeszcze na tani i dobry produkt z tej kategorii.

# CZERWONA POMADKA
Czerwień na ustach to bardzo wymagający kolor. Jeśli chodzi o pomadki “nude” trwałość i pigmentacja nie jest aż tak ważna, bo jakieś drobne niedociągnięcia nie będą mocno zauważalne. W przypadku czerwieni jest inaczej – ten kolor nie wybacza i jeśli kupimy pomadkę kiepskiej jakości, to możemy się nieźle rozczarować. Problemem jest zwykle pigment, który rozlewa się i wychodzi poza kontur ust, odbijanie się pomadki na zębach oraz nierównomierne “zjadanie” koloru.  Mimo, że na czerwień decyduję się bardzo rzadko, to i tak uważam, że warto zainwestować w jedną, dobrą pomadkę tego typu, aby przy wyjątkowych okazjach wyglądać nienagannie.

# OLEJE DO WŁOSÓW
O tym jak ważne jest dla mnie olejowanie włosów wspominałam na blogu wiele razy. Dzięki olejom moje włosy odzyskały swoją witalność po dekoloryzacji i to im zawdzięczam ich obecny stan. Niestety zdarza mi się jeszcze trafić na olej kiepskiej jakości i zwykle dzieje się to wtedy, gdy chcę zaoszczędzić kupując coś tańszego. Ostatnio spróbowałam zamienić swój ulubiony olej awokado z Delawell na ten z Bingospa i czuję, że działa o wiele słabiej, jest jakby mniej bogaty. Poza tym ma zupełnie inny zapach (jakby chemiczny). Nie polecam kupowania olejów w podejrzanych cenach za dużą pojemność. Kilka razy przejechałam się na takich okazjach. Warto wybierać oleje 100%, zimnotłoczone, najlepiej z ekologicznych upraw, a to ma swoją cenę.

***
Dajcie znać na jakich kosmetykach oszczędzacie, a na które wydajecie więcej 🙂


Zachęcam do śledzenia mojego konta na Instagramie (klik).




Przeczytaj także

5 TRIKÓW Z SUCHYM SZAMPONEM.

Suchego szamponu używam do odświeżania swoich włosów bardzo sporadycznie. Zazwyczaj powoduje u mnie łupież, swędzenie i podrażnienie skóry głowy. Mimo to zawsze muszę go mieć

Czytaj dalej »