MOJE 3 NIEZBĘDNE AKCESORIA DO MAKIJAŻU.
Daria

Daria

Autorka wpisu

Są pewne akcesoria makijażowe, bez których nie potrafię się obejść i dziś chciałabym Wam o nich napisać. Pewnie wiele z Was używa ich na co dzień, a jeśli nie, to koniecznie musicie to zmienić. Ułatwiają makijaż i sprawiają, że prezentuje się o wiele lepiej. Ciekawe? To zapraszam do czytania dalej. 

Zegarek mvmtwatches pokazywałam Wam bliżej na moim Instagramie klik
PO PIERWSZE: ZALOTKA
___________
Pamiętam te straszne historie, jakie opowiadała mi moja mama i babcia odnośnie używania zalotki. Zawsze chciałam wypróbować jak zadziała na moich rzęsach, ale okropnie bałam się, że się połamią, wypadną, a z okiem to już na pewno coś strasznego się stanie. Oczywiście wszystkie moje obawy były zupełnie bezpodstawne, a przestrogi mojej babci i mamy mocno przesadzone. Nie zauważyłam żadnego pogorszenia stanu moich rzęs, z oczami również jest wszystko w porządku, a  najlepsze jest to, że użycie zalotki wyraźnie zmienia wygląd całego makijażu. Oko wydaje się większe, bardziej “otwarte” i nawet najmniejsze rzęski są maksymalnie podniesione. Rzęsy po wywinięciu ich na zalotce wyglądają niesamowicie efektownie i tak naprawdę żaden tusz nie zagwarantuje Wam takiego efektu. Z początku używanie zalotki może być trochę problematyczne, ale zapewniam Was, że szybko dojdziecie do wprawy. Ważne, aby nie “łapać” podczas wywijania rzęs za skórę powiek, bo to może być po prostu bolesne. Jeśli ciągle opieracie się używaniu zalotki, to mogę Wam ją z czystym sumieniem polecić. Ja swoją kupiłam już dawno w Inglocie i do tej pory sprawuje się świetnie. Nie wymieniałam w niej jeszcze gumki i działa bez zarzutu. Dziś pierwszy raz nie użyłam zalotki w swoim makijażu, bo podczas robienia zdjęć gdzieś mi się zawieruszyła. Tym bardziej doceniłam jej działanie, bo rzęsy wymalowane jedynie tuszem wyglądały po prostu biednie. Po zalotce efekt jest WOW.
PO DRUGIE: PĘDZELEK DO UST
___________
To dla wielu z Was może być banalne akcesorium, ale ja naprawdę nie potrafię się bez niego obejść. Jak wiecie uwielbiam podkreślać usta konturówką, najlepiej taką, o której pisałam TUTAJ klik. Nie lubię jednak mocno wyrysowanego efektu i staram się zawsze jak najbardziej “rozmiękczyć” kontur ust. Do tej czynności najlepiej sprawdza się zwykły, syntetyczny pędzelek, którym delikatnie rozcieram konturówkę na brzegach. To sprawia, ze usta wyglądają na nieco większe, linie nie są tak oczywiste i wyraźne, a makijaż prezentuje się bardziej subtelnie i naturalnie. To samo możecie robić z pomadkami np. Bourjois Rouge Edition Velvet czy innymi, bardziej matowymi formułami. Mój pędzelek jest z Lily Lolo, ale równie dobry znajdziecie w ofercie Zoeva. Ważne, aby był w miarę sztywny i miał raczej kwadratowe zakończenie. Lubię też pędzelki składane, bo bez obaw można je wrzucać do torebki. 

PO TRZECIE: GRZEBYK DO RZĘS
___________
To już hit, który odkryłam w tamtym roku. Nie wiem jak to jest u Was, ale  niezależnie od formuły tuszu, marki czy budowy jego szczoteczki, moje rzęsy nigdy nie są idealnie rozczesane, przez co wyglądają jakby było ich znacznie mniej. W tej sytuacji niezbędny jest grzebyk z metalowymi igiełkami, który rewelacyjnie rozczesuje wszystkie rzęsy, separując je od siebie. Zbiera też niechciane grudki i sprawia, że rzęsy wyglądają lżej, a mimo to są dobrze podkreślone. Ważne, aby przeczesywać rzęsy zanim tusz zaschnie, bo później trudno będzie już cokolwiek z nimi zrobić. Grzebyka używam zarówno do górnych, jak i dolnych rzęs, które jeszcze bardziej lubią mi się sklejać i zbierać nadmiar tuszu. Swój grzebyk również kupiłam w Inglocie. Używajcie go ostrożnie, bo igiełki są na początku dosyć ostre.



A Wy? Bez jakiego akcesorium nie możecie się obejść w codziennym makijażu? Jestem bardzo ciekawa! 
Wpadnijcie też na moje aukcje, pozbywam się kilku rzeczy tutaj klik.
Zapraszam na mój INSTAGRAM klik
Przeczytaj także

WESOŁYCH ŚWIĄT!

Kochane, który to już rok spotykamy się tutaj i składamy sobie świąteczne życzenia? Nie mogę uwierzyć, że czas płynie tak szybko i to moje małe

Czytaj dalej »