MÓJ LETNI NIEZBĘDNIK KOSMETYCZNY. KILKA PRODUKTÓW IDEALNYCH NA LATO!
Daria

Daria

Autorka wpisu

Na termometrze w cieniu dziś 37 stopni, a otwierając szerzej balkon mam wrażenie, że otwieram piekarnik. Siedząc w ogrodzie i popijając mrożoną kawkę mam dla Was post zdecydowanie na czasie, bo o kosmetykach idealnych na lato. Będzie to mój osobisty niezbędnik i kilka polecanych produktów, na jakie warto zwrócić uwagę szczególnie w okresie letnim. Ciekawe co takiego mam do pokazania? Jeśli tak, to czytajcie dalej.

FILTRY, BALSAMY BRĄZUJĄCE Z DROBINKAMI
____________
Temat filtrów ochronnych do ciała jest wciąż traktowany przez wiele osób z przymrużeniem oka. Niby wiemy, że musimy stosować takie kremy, aby nasza skóra była gładka, jędrna i przede wszystkim zdrowa przez wiele lat, jednak wciąż zauważam osoby dosłownie spalone słońcem. Będąc wczoraj na plaży kilka osób przykuło moją uwagę, bo ich skóra była po prostu ogniście czerwona. To oznacza, że pewnie dziś musieli zrezygnować z plażowania, a co za tym idzie, nawet przez kilka dni nie mogli ruszyć się z łóżka. Jaki jest w tym sens? Osobiście uważam, że warto stosować kremy z filtrami i krążący mit, że przez używanie tego typu produktów się nie opalimy, jest bzdurą. Nasza skóra chronione filtrem będzie równomiernie brązowa bez plam, stanów zapalnych i zaczerwienień. Swego czasu również nie byłam zbyt chętna do smarowania się filtrami i mam porównanie jak wyglądała moja skóra po opalaniu kiedyś, a jak prezentuje się teraz. Dlatego gorąco namawiam Was, abyście przystopowały z używaniem przyspieszaczy opalania, oliwek bez filtrów lub innych wynalazków i zaczęły prawidłowo dbać o swoją skórę podczas kąpieli słonecznych.
Moje tegoroczne odkrycie to balsamy z filtrem od Hawaiian Tropic. Jeden z nich ma bardzo niski filtr 15 (będzie dobry dla mocniej opalonej skóry), a drugi to SPF50. Wspaniale nawilżają skórę, pięknie pachną, zawierają witaminy C i E, są wodoodporne, nie lepią się zaraz po aplikacji. Ten z wyższą ochroną składa się jakby z dwóch kolorów: białego i brązowego, przez co dodatkowo nadaje skórze ładny kolor ale w bardzo subtelny sposób. Przez domieszkę brązu krem mimo wysokiego filtra nie bieli skóry. Nie wiem, czy tego typu produkty znajdziecie gdzieś stacjonarnie ale w sieci możecie je zakupić TUTAJ klik. 
La Roche Posay Anthelios XL Dry Touch to mój ulubieniec od lat. Jest to krem z filtrem 50 do twarzy. Idealnie nadaje się pod makijaż, przedłuża jego trwałość, nie bieli skóry, nie jest lepki i przede wszystkim nie powoduje u mnie powstawania zaskórników. W mojej opinii to najlepszy krem z filtrem dla trądzikowców i osób, które mają cerę wrażliwą. Duży plus za to, że ma matowe wykończenie. Więcej o nim pisałam TUTAJ klik, dostępny w aptekach. 
Jeśli chodzi o balsamy, które pogłębiają opaleniznę i sprawiają, że skóra pięknie się błyszczy i wygląda naprawdę apetycznie to mogę aktualnie polecić dwa produkty. Pierwszym z nich jest Garnier Ambre Solaire Tinted Hydrating Gel Instant Sun-Kissed Glow. Na zdjęciu poniżej może sprawiać wrażenie bardzo ciemnego ale po rozsmarowaniu nadaje skórze najpiękniejszy odcień, jaki możecie uzyskać tego typu produktami. Będzie wyglądał pięknie na opalonych nogach ale też na takich, które są niestety poparzone słońcem. Uspokoi zaczerwienienie i nada skórze ładny, brzoskwiniowy glow. Nie są to rajstopy w spreju, ani żaden samoopalacz. To coś lżejszego, o żelowej konsystencji, z maleńkimi drobinkami złota. Pięknie pachnie i nie brudzi ubrań po wyschnięciu. Warto wypróbować! Dostępny np. TUTAJ klik. 
Drugim balsamem tego typu jest rozświetlający żel od St.Moriz Glitz Shimmering Bronzing Body Souffle. To bardziej błyszczący/perłowy kolor, który na skórze prezentuje się lekko satynowo. To coś w stylu balsamu Lirene Body BB ale o lżejszej konsystencji. Również nadaje skórze piękny odcień, posiada drobinki i przyjemnie pachnie. Lubię go na równi z produktem Garnier, chociaż St. Moriz daje ładniejszy połysk. Dostępny TUTAJ klik. Jeszcze raz podkreślam – na ciele te balsamy nie są tak ciemne, jak po wyciśnięciu z opakowania.

Krem z filtrem od Lirene SPF30 to również moje tegoroczne odkrycie. Zarówno zapach, jaki formuła bardzo mi odpowiadają. Krem szybko się wchłania i jest komfortowy w noszeniu, mocno nawilża. Opalałam się z nim wczoraj i opalenizna ma naprawdę piękny, brzoskwiniowy odcień. Jedno miejsce na plecach niedokładnie pokryłam tym kremem i niestety właśnie tam mam wielką, czerwoną plamę. Aż nie chcę myśleć jak wyglądałyby moje plecy, gdybym niczym ich nie posmarowała. Produkt zakupicie w większości drogerii stacjonarnych. 

MAKIJAŻ – OCZY
____________
Jeśli chodzi o makijaż oczu, to raczej bez szaleństw. Jakoś zdecydowanie częściej sięgam po szalone odcienie wiosną, niż latem. Natomiast lubię połyskujące cienie, które delikatnie opalizują i tutaj rewelacyjnie spisuje się paleta Zoeva Cocoa Blend. Już pewnie wiele razy widziałyście ją w akcji na YT lub na blogach. Powiem jedno – jest po prostu wspaniała, a kolory są idealne na dzień, na wieczór, na imprezę i do pracy. Genialna pigmentacja, a cienie łączą się ze sobą z ogromną łatwością. Początkowo paleta trochę mnie zawiodła swoim chemicznym zapachem (cienie zalatywały farbą do malowania ścian) ale później ten zapach całkowicie się ulotnił. Dostępna TUTAJ klik.
Połyskujące cienie w kredce? Moje ulubione to IsaDora Twist-Up Eye Gloss. Kiedy nie mam zbyt wiele czasu na makijaż, to po prostu szybko nakładam cień prosto ze sztyftu na powiekę i gotowe. Mają piękne, błyszczące wykończenie. Do kupienia np. w Douglas. 
Najlepszym i najtrwalszym produktem do makijażu brwi jest dla mnie Aqua Brow z Makeup Forever w odcieniu 25. Ulubieniec od wielu miesięcy i raczej nic nie będzie w stanie go przebić. Pełną recenzję wraz z porównaniem i testem na brwiach znajdziecie TUTAJ klik. 
Myślałam, że kolorowe maskary to coś zupełnie nie dla mnie. Zawsze kojarzyły mi się z pewnego rodzaju kiczem, aż do momentu, kiedy nie wypróbowałam fioletowego tuszu od Essence Colour Flash Miss Lila Deleila. Coś pięknego! Szczególnie posiadaczki zielonych i niebieskich oczu będą zadowolone z efektu. Kolor niesamowicie podbija odcień tęczówki ale robi to w nienachalny sposób. Nakładam go zamiast czarnego tuszu albo na końcówki pomalowanych zwykłym tuszem rzęs. Produkt dostępny TUTAJ klik. 
O żelu do brwi ze Sleek pisałam w ostatnim poście TUTAJ klik i jeśli jeszcze nie czytałyście, to zapraszam. Mój “must have” na lato. 
MAKIJAŻ – TWARZ
____________
Jeśli chodzi o podkład, to tutaj niezmiennie króluje (szczególnie latem) Dr Irena Eris Provoke Matt Fluid, którego pełną recenzję i test zobaczycie TUTAJ klik. Mieszam go czasem z kremem BB Skin79 o którym również już pisałam TUTAJ klik. 
Świetnie sprawdza się u mnie ostatnio puder matujący z Rimmel Stay Matte. Nie tworzy na cerze efektu ciastka, ale nie jest to też puder wyjątkowo mocno matujący. Jak na ten moment w zupełności wystarcza mi taki efekt. Puder będzie idealny do utrwalania korektora pod oczami, bo nie wysusza i nie obciąża skóry. Dostępny w Rossmann. 
Najlepszy drogeryjny rozświetlacz? Lovely Gold Highlighter, który widzicie na powyższym zdjęciu. Bardzo podobny do Mary Lou Manizer od The Balm ale 10 razy tańszy. Kupicie go również w Rossmannie. 
Jeśli jesteśmy już przy The Balm, to aktualnie na mojej twarzy króluje taki duet: róż Down Boy i bronzer Desert Balm. Jak dla mnie to połączenie idealne, szczególnie przy lekko opalonej skórze. Co prawda bronzer ma delikatnie satynowe wykończenie ale absolutnie mi to nie przeszkadza. Róż prezentuje się na skórze wyjątkowo naturalnie mimo dosyć krzykliwego koloru w opakowaniu. Zawiera maleńkie drobinki. 
W moim letnim niezbędniku nie może zabraknąć też bibułek matujących. Te z Kobo nie są moimi ulubionymi, bo zawierają puder. Preferuję całkowicie zwykłe, np. z Wibo. 
Na wyjątkowe okazje makijaż spryskuję na sam koniec utrwalaczem Hean Definition Fixer Spray. To taki produkt, który tworzy na skórze utrwalającą warstwę coś na zasadzie lakieru do włosów. Makijaż trzyma się dłużej i jest odporny na pot czy inne, niesprzyjające okoliczności. Używam go sporadycznie, bo może zapychać skórę ale na wyjątkowe wyjścia jest rewelacyjny. Dostępny TUTAJ klik. 
MAKIJAŻ – USTA
____________
Na koniec mam do polecenia produkty do makijażu ust. Wykręcane pomadki IsaDora Twist-Up Gloss Stick to mój absolutny hit! Jestem totalnie oczarowana kolorami, trwałością i nawilżaniem tych pomadek. Mają bardzo ciekawą konsystencję, która w odczuciu na ustach jest dla mnie czymś zupełnie nowym. To silikonowa formuła, która wygładza optycznie usta i dzięki temu prezentują się jeszcze lepiej. Są to pomadki bardziej napigmentowane niż te z Catrice czy z Astora. Jak dla mnie idealne na lato w soczystych ale nie rażących kolorach. Mam trzy odcienie: 14 Rio Red, 04 Pink Lady, 05 Pink Punch i są to absolutnie przepiękne kolory. Do kupienia np. w Douglas. 
Jeśli chodzi o konturówki, to niezmiennie moimi hitami są te z Essence czyli kultowe już Lip Liner. Trwałe, podkreślające, naturalne. Świetnie nadają się pod pomadkę czy błyszczyk ale też solo, jako produkt o matowym wykończeniu. Pokazywałam próbki kolorów  TUTAJ klik, dostępne w Naturze. 
O Carmexie nie będę się rozwodzić, bo pewnie wiele z Was już go doskonale zna. Standardowy i najbardziej popularny balsam do ust, który nawilża i chroni przed wysuszającym działaniem słońca. Ma lekko chłodzące działanie i naprawdę świetnie radzi sobie w kwestii pielęgnacji moich ust. Do kupienia  w Rossmann. 
A Wy czego używacie chętniej latem? Jakie są Wasze letnie hity? Polecicie coś? Chętnie wypróbuję! Chciałybyście zobaczyć mój letni niezbędnik ale w wersji niekosmetycznej (ubrania, gadżety, muzyka)? 
___________________
Teraz mam kilka dni wolnego, tak więc zapraszam do obserwowania mojego konta na Instagramie TUTAJ KLIK, będę tam jeszcze częściej 🙂 
Przeczytaj także