L’OREAL INFAILLIBLE 24H FRESH WEAR – CZY FAKTYCZNIE JEST NAJLEPSZYM, DROGERYJNYM PODKŁADEM?
Daria

Daria

Autorka wpisu

Podczas mojej ostatniej wizyty w Douglas dowiedziałam się, że mój absolutnie ulubiony podkład Dr Irena Eris Provoke Matt będzie wycofany ze sprzedaży i aktualnie można go kupić z dużym rabatem. Zrobiłam spore zapasy, ale jednocześnie cały czas rozglądam się już za jakimś zamiennikiem. Ostatnimi czasy w sieci jest bardzo głośno o podkładzie L’oreal Infaillible 24h Fresh Wear i nie byłabym sobą, gdybym go nie wypróbowała. Jak się u mnie sprawdził? 

Podkład L’oreal Infaillible 24h Fresh Wear robi ostatnio prawdziwy szał w internecie. Pamiętam, że dawno temu testowałam już ten podkład w starej wersji i kompletnie mi się nie sprawdził. Zrobił na mnie tak negatywne wrażenie, że do dziś pamiętam ten niesmak po jego użyciu. Strasznie ciemniał, słabo krył i szybko się ścierał. Nowa wersja ma być według obietnic producenta trwała aż do 24 godzin, a ponad to podkład dzięki zawartości kwasu hialuronowego ma mieć właściwości nawilżające. Ma nie zostawiać efektu maski, a jednocześnie dobrze kryć i zapewniać efekt zdrowej, świeżej cery. Jak zatem sprawdził się na mojej mieszanej cerze? I jak wypada w porównaniu z Dr Irena Eris Provoke Matt?
KOLOR
Zacznę od tego, że kupiłam odcień 200 o nazwie Golden Sand. W Rossmannie wydał mi się trochę ciemny, ale ton jaśniejszy miał w nazwie “rose”, więc od razu go zdyskwalifikowałam. Kolor jest faktycznie dosyć ciemny, a nawet opalony, więc bladziochy lub dziewczyny o normalnej, słowiańskiej karnacji powinny go sobie bezwzględnie odpuścić. Na mojej cerze prezentuje się w miarę dobrze, o ile jestem świeżo po nałożeniu samoopalacza na resztę ciała. Niemniej uważam, że jest zbyt pomarańczowy.
KONSYSTENCJA
To podkład bardzo rzadki, wręcz lejący, ale dzięki temu na skórze faktycznie wygląda lekko. Trzeba z nim uważać, żeby podczas wyciskania z opakowania rozprysnął się nam na ubraniu, albo dywanie. 
KRYCIE
Mimo tak delikatnej formuły kryje całkiem nieźle, ale jednak nieco mniej, niż mój ulubiony Provoke Matt. Daje się zbudować i dokładając go w miejsca, w których przebijają jakieś niedoskonałości można uzyskać pełne krycie. Dziewczyny, które mają problemy z cerą, rozszerzone pory, blizny i przebarwienia po trądziku nie będą zachwycone efektem końcowym, bo podczas dokładania podkład zaczyna wyglądać na skórze dosyć ciężko. 
WYKOŃCZENIE
Nowy Infaillible wygląda przy jednej warstwie na skórze całkiem okej, ale nie powiedziałabym, że to coś nadzwyczajnie wybitnego. Nie daje typowego, silikonowego wygładzenia, ale nie jest też podkładem, który podkreśla zmarszczki czy wgłębienia w skórze. Wykończenie jest pół-matowe i w mojej opinii wymaga przypudrowania. 
TRWAŁOŚĆ
Niestety nie mogę zaliczyć tego podkładu do trwałych, bo już po niespełna godzinie moja skóra zaczyna się mocno świecić, a podkład bardzo łatwo można zetrzeć ze skóry. Być może lepiej sprawdzi się u osób z cerą normalną lub suchą, natomiast posiadaczki cery mieszanej lub tłustej mogą na niego narzekać. 
OKSYDACJA
Tutaj ogromne rozczarowanie, bo mój kolor 200  naprawdę okropnie ciemnieje i to do tego stopnia, że na mojej twarzy były widoczne smugi po pędzlu, co w przypadku żadnego innego podkładu nigdy mi się nie zdarzyło. Zobaczcie jak to wygląda na zdjęciu. 
PODKREŚLANIE SUCHYCH SKÓREK
Tu również ten podkład kompletnie sobie nie radzi. Myślałam, że nie mam żadnych suchych skórek, a tymczasem ten podkład je po prostu wynajduje. 
ZAPYCHANIE
Na szczęście nie pogorszył stanu mojej cery, a testowałam go w różnych warunkach. Miałam go nawet podczas treningu na siłowni i choć bardzo szybko się pod wpływem potu rozpuścił, to nie zauważyłam nowych niedoskonałości. 
PODSUMOWUJĄC
Niestety nowa wersja podkładu L’oreal Infaillible nie powaliła mnie na kolana. Mało tego, kompletnie nie podzielam zachwytów nad tym produktem, choć rozumiem, że każda z nas ma inną cerę i potrzeby wynikające z tego tytułu. W Rossmannie zapłaciłam za ten podkład ponad 60 zł, więc do tanich wcale nie należy. Nadal moim ulubionym podkładem pozostaje Dr Irena Eris Provoke Matt i choć zostaje podobno wycofany ze sprzedaży, to mam nadzieję, że zapasy starczą mi jeszcze na długo. 
Swoją drogą, czy wiecie, że ten podkład nie nazywa się Infallible tylko Infaillible? Nie trafiłam jeszcze w sieci na poprawną nazwę 🙂 

Dziewczyny, dajcie znać czy testowałyście ten produkt i jakie są Wasze wrażenia? Chętnie dowiem się też jaki jest Wasz ulubiony podkład. Koniecznie napiszcie jego nazwę w komentarzu 🙂 

_____________________________
Wpadnijcie też na mój



Przeczytaj także

PAŹDZIERNIK W ZDJĘCIACH.

Posty w stylu “miesiąc w zdjęciach” mają w sobie coś fajnego i sama chętnie podglądam je na innych blogach. Pamiętacie czasy, kiedy na “Hedonistce” pojawiało

Czytaj dalej »