KU PRZESTRODZE CZYLI 3 NAJGORSZE, URODOWE WPADKI OSTATNICH TYGODNI.
Daria

Daria

Autorka wpisu

Mimo, że już sporo wiem na temat pielęgnacji i makijażu, to zdarzają mi się jeszcze typowe, urodowe wpadki. Pośpiech, roztargnienie, a czasem zbytnia ufność w obietnice producenta potrafią być zgubne. W ciągu ostatnich tygodni zaliczyłam trzy tego typu sytuacje, więc jeśli chcecie uniknąć moich błędów, to zapraszam do dalszego czytania.

RAJSTOPY W SPREJU BEZPOŚREDNIO PO DEPILACJI

Pamiętacie zeszłoroczny wpis na temat rajstop w spreju od Sally Hansen (tutaj klik)? Dawałam tam kilka praktycznych rad na temat przygotowania skóry do nałożenia tego produktu oraz samej jego aplikacji, aby uniknąć smug i niedociągnięć. To taki mały poradnik w pigułce, więc jeśli planujecie zakup rajstop w spreju, to naprawdę warto o kilku rzeczach wiedzieć. 
Wracając jednak do mojej wpadki – zaraz po depilacji nałożyłam na nogi owe rajstopy w spreju. Efekt? Po kilkunastu minutach skóra zaczęła mocno swędzieć i piec tak, jakby wbijano w nią setki igieł. Jakby tego było mało, to później na skórze pojawiły się czerwone kropki i nogi wyglądały naprawdę fatalnie. Zdawałam sobie sprawę z tego, że skóra po depilacji jest bardzo wrażliwa i w zasadzie nie powinno się na nią nakładać nic prócz kosmetyków łagodzących/nawilżających, ale jednak coś mnie podkusiło z tymi rajstopami. W pośpiechu wyszłam z domu pędząc na ważne spotkanie, a później już tylko marzyłam o tym, aby jak najszybciej wrócić i to z siebie zmyć. Podsumowując, depilację najlepiej wykonać dzień przed planowanym użyciem rajstop w spreju i wówczas nie ma żadnego ryzyka podrażnień. Warto o tym pamiętać szczególnie, jeśli jesteście posiadaczkami wrażliwej skóry. 
SKARPETKI ZŁUSZCZAJĄCE

Wizja pięknych, gładkich i “odnowionych” stóp po użyciu skarpetek złuszczających od zawsze była dla mnie bardzo kusząca. Dużo o tym czytałam i spotkałam się z wieloma pozytywnymi opiniami na temat tego zabiegu. Miałam go wykonać w zeszłym roku, ale coś cały czas mi mówiło, że to jednak nie jest najlepszy pomysł. Sezon na sandałki właśnie się rozpoczął, więc kilka tygodni temu postanowiłam skusić się na skarpetkowe złuszczanie. Z jakim skutkiem? Skóra ze stóp zaczęła schodzić po dwóch dniach. Najpierw było to lekkie łuszczenie, później zaczął się prawdziwy hardkor. Odpadały naprawdę grube płaty naskórka i wyglądało to wprost przerażająco. Z niecierpliwością oczekiwałam dnia, w którym stopy będą już wyglądać normalnie, a ja ujrzę piękne, gładkie stópki bez żadnej skazy. Niestety tak się nie stało. Efekt oczywiście był, ale to samo mam po dobrym pedicure u kosmetyczki, czy nawet zwykłym użyciu pumeksu. Cały proces trwał zbyt długo i nie był wart uzyskanych rezultatów. Przez ten czas nasilonego złuszczania nie mogłam nosić sandałów (choć było naprawdę gorąco), poza tym naskórek znajdował się w skarpetkach, na łóżku, a nawet na podłodze. Wiem, że brzmi to nieco obrzydliwie, ale cały zabieg był  dla mnie totalnym niewypałem i staram się Wam wytłumaczyć dlaczego. Na szczęście uniknęłam podrażnienia czy innych, nieprzyjemnych niespodzianek, o których czytałam w sieci. Zauważyłam też, że stopy po jakimś czasie stały się jeszcze bardziej szorstkie, niż przed zabiegiem, a naskórek narasta bardziej intensywnie. Zabieg zaliczam do moich największych wpadek ostatnich tygodni i na pewno do niego nie wrócę.

PRZEPROTEINOWANIE WŁOSÓW SZAMPONEM

Jestem włosomaniaczką z krwi i kości, ale mimo to zdarzają mi się czasem prawdziwe wpadki. I tak było w przypadku przeproteinowania włosów szamponem Himalaya Herbal, o którym pisałam tutaj klik. Efekt uniesionych, lekkich i odbitych od nasady włosów spodobał mi się na tyle, że używałam tego szamponu przez dłuższy czas. Jest to szampon proteinowy, więc nie należy go używać w sposób ciągły, a ja o tym zwyczajnie zapomniałam. Po dwóch tygodniach moje włosy stały się sztywne, suche, sianowate i mocno się elektryzowały. Głównym winowajcą okazał się właśnie ten szampon i kiedy go odstawiłam, a ponad to zaczęłam stosować regularne olejowanie oliwką dla mam, której zresztą poświęciłam cały post tutaj klik, to wszystko wróciło do normy. Szamponu Himalaya używam aktualnie raz w tygodniu, a w pozostałe dni myję włosy szamponem Babydream. Taki schemat pozwala mi utrzymać odpowiednią równowagę między pielęgnacją proteinową, a emolientową.

Jeśli jesteście początkującymi włosomaniaczkami i nie wiecie jak odpowiednio dobrać odżywkę/szampon do włosów, to koniecznie przeczytajcie ten post (tutaj klik). Dzięki zawartym tam informacjom będziecie mogły właściwie poprowadzić swoją pielęgnację i inaczej spojrzycie na produkty z drogeryjnych półek.

Dajcie znać czy zdarzają się Wam jakieś urodowe “wpadki”. A jeśli macie jakieś pytania, to chętnie na nie odpowiem w komentarzach pod tym postem. 


Przeczytaj także

WESOŁYCH ŚWIĄT!

Wigilia już jutro i sama nie mogę w to uwierzyć. Uwielbiam to oczekiwanie na święta, przygotowywanie się do nich i delektowanie urokami grudnia, choć w

Czytaj dalej »