IDEALNE POKRYCIE NIEDOSKONAŁOŚCI BEZ EFEKTU MASKI. MOJE ULUBIONE PRODUKTY KRYJĄCE I METODY APLIKACJI.
Daria

Daria

Autorka wpisu

W dzisiejszym poście napiszę Wam jak uzyskuję idealne pokrycie wszelkich niedoskonałości na twarzy. Wbrew pozorom nie wystarczy jedynie kryjący podkład. Osiągnięcie efektu nieskazitelnej cery wymaga odpowiedniej aplikacji konkretnych produktów. Ważna jest też kolejność nanoszonych kosmetyków. Jeśli macie problem z przebarwieniami, bliznami, trądzikiem i plamkami na twarzy, to zapraszam do dalszego czytania. Zdradzę Wam mój sposób na zakrycie niedoskonałości bez efektu maski. 

KRYCIE BEZ EFEKTU MASKI
_________________
Wiele z Was zapewne nie jest zadowolona ze swojego stanu skóry. Niestety idealna cera to zjawisko rzadkie, a to, co serwują nam w kolorowych magazynach jest jedynie efektem pracy w Photoshopie. Sama od lat borykam się ze śladami po trądziku. Oczywiście odpowiednia pielęgnacja i złuszczanie to podstawa ale przebarwienia nie znikną z dnia na dzień. Dlatego tak ważne jest dobranie dla swojej skóry kosmetyków kryjących, które zamaskują i ujednolicą cerę. Osobiście absolutnie nie przeszkadza mi w makijażu dziennym to, że moje niedoskonałości nie są w 100% zakryte. Natomiast już w makijażu wieczorowym, przy ciemnym “smoky eye” cera powinna być jak najbardziej jednolita. Metodą prób i błędów wypracowałam swoją metodę aplikacji produktów kryjących o której napiszę Wam poniżej krok po kroku. 
KROK PIERWSZY – ZIELONY KOREKTOR
_________________
Najbardziej przebijające przez podkład są czerwone i brązowe przebarwienia, które przykryte jedynie podkładem zawsze się ujawniają po jakimś czasie. Z doświadczenia wiem, że korektor czy kamuflaż w cielistym odcieniu też nie do końca daje radę. Produktem, który genialnie sprawdza się w neutralizowaniu czerwonego i brązowego barwnika niedoskonałości jest zielony korektor. Wystarczy nanieść go palcem lub pędzlem na przebarwienia i delikatnie wklepać. Tak przygotowana cera może zostać pokryta podkładem. Nie bójcie się, zielony kolor nie będzie później widoczny.
Mój zielony korektor znajduje się w kółku ISA DORA Color Correcting Concealer. Produkt jest o tyle ciekawy, że ma różne odcienie, a nawet rozświetlacz w kremie.  Dostępny w perfumeriach Douglas. 
Pędzle do korektora, które ostatnio bardzo sobie upodobałam to Maestro ze złotej i srebrnej kolekcji. Moje ulubione do aplikacji korektora to Maestro Shadow M [klik TUTAJ], Maestro 360 [klik TUTAJ] i Maestro 330.
KROK DRUGI – PODKŁAD
_________________
Największym błędem, jaki można popełnić nakładając podkład, to aplikacja zbyt dużej ilości. Wbrew pozorom to nie zagwarantuje Wam idealnego krycia. Sprawi jedynie, że pędzel wpije cały nadmiar, a na twarzy uzyskacie efekt maski, smugi i plamy. Ja nakładam bardzo małą ilość palcem na twarz (prosto na najbardziej uwidocznione niedoskonałości), a następnie pędzlem stempluję na całym obszarze skóry. Aby uzyskać największe krycie najlepiej jest wciskać podkład w twarz, a nie przesuwać po niej pędzlem. Jeśli widzę, że jedna warstwa nie pokryła moich niedoskonałości, to wtedy doklepuję podkład tam, gdzie mam przebicia. Nigdy nie aplikuję kolejnej warstwy na całą twarz, a  jedynie w miejsca, które tego wymagają. Istotny jest też sam pędzel, jakiego używacie. Jeśli będzie zbity i twardy (jak np. Hakuro H51), to zbierze on zbyt dużo produktu z twarzy i niedoskonałości wciąż będą odsłaniane przy aplikacji. Najlepszy wg mnie jest miękki i puszysty pędzel typu flat top.
Polecam Wam Maestro ze złotej kolekcji o nazwie “Foundation”. Jest dla mnie idealny. Możecie go zakupić TUTAJ klik. 
Moje trzy ulubione podkłady ostatnio to tradycyjnie Dr Irena Eris Provoke Matt Fluid, którego recenzja i test znajduje się TUTAJ klik, Max Factor Lasting Performance 105 Soft Beige [do kupienia TUTAJ klik] oraz BH Cosmetics Liquid Foundation w kolorze Medium Olive [do kupienia TUTAJ klik]. Ten ostatni zachowuje się podobnie jak Revlon Colorstay i zastyga w takiej jakby gumowej formie. Jest trochę za ciemny, abym mogła go zaaplikować na całą twarz ale mieszam go z jasnym Dr Irena Eris. 
KROK TRZECI – KOREKTOR LUB PODKŁAD MINERALNY
_________________
Trzeci i bardzo ważny krok w tuszowaniu moich niedoskonałości to nałożenie podkładu mineralnego. Używam go jako pudru wykończeniowego ale taki podkład mineralny zapewnia mi jeszcze dodatkowe krycie. Akurat ten z Earthnicity świetnie komponuje się z podkładami płynnymi i uwierzcie mi, że cera nabiera bardzo gładkiego, jednolitego i zdrowego wyglądu. Często pudry matujące tworzą końcowy efekt maski i dają suche, nieciekawe wykończenie. Cera wygląda wtedy na zmęczoną i niezdrową. Podkład mineralny zachowuje się zupełnie inaczej i nie dość, że daje dodatkowe krycie, to matuje na długo. Możecie też użyć korektora mineralnego w tym samym odcieniu, co Wasz płynny podkład. Na zdjęciu widzicie też korektor mineralny z Lily Lolo Blush Away w odcieniu zielonym ale jego używam zwykle w kroku pierwszym, zamiennie z zielonym korektorem Isa Dora. 
Do aplikacji podkładu mineralnego używam pędzla również z Maestro o lekko zaokrąglonym kształcie [do kupienia TUTAJ klik] oraz w miejsca przy nosie Maestro 321 [do kupienia TUTAJ klik]. Jest to co prawda pędzel do blendowania ale przy sypkich podkładach świetnie się sprawdza.
KROK CZWARTY – ZMATOWIENIE STREFY T
_________________
Ostatni krok wykonuję tylko wtedy, kiedy moja cera jest wyjątkowo tłusta albo na dworze panuje upał lub jest wilgotno. Staram się delikatnie omiatać twarz pudrem wykończeniowym i matującym z Vichy [recenzja TUTAJ], skupiając się na obszarach najbardziej przetłuszczających. Używam pędzla o jak największej miękkości, który nie będzie mi ścierał podkładu i odsłaniał przebarwień. Najlepsze są duże “miotły” i takim pędzlem jest właśnie Maestro ze złotej kolekcji “Powder” [do kupienia TUTAJ klik]. 
Moim ostatnim odkryciem jest matujący, transparentny puder w kamieniu Catrice Prime And Fine. Używam go do poprawek w ciągu dnia i jest moim pudrem do torebki. Niestety te sypkie kompletnie nie nadają się do przenoszenia. Produkt Catrice możecie zakupić w drogeriach np. Natura. 
A na koniec akcent humorystyczny. Niestety, o ile przebarwienia jesteśmy w stanie zakryć, a małe wgłębienia w skórze wypełnić, o tyle odstających wyprysków niestety nie da się zamaskować (spłaszczyć). Coś jest w tym porównaniu, jakie znalazłam na Demotywatorach 🙂 
Mam nadzieję, że moje rady się Wam przydadzą. Chętnie poczytam jakie są Wasze ulubione, kryjące produkty. 
 fb
 fb

 ig

 bl
Przeczytaj także