HITY GRUDNIA: UTRWALANIE BRWI NA MYDŁO, MICHAEL KORS MIDNIGHT SHIMMER, RAU COSMETICS, BLEND IT, M BRUSH, COLLISTAR I INNI.
Daria

Daria

Autorka wpisu

Czas na kosmetyczne podsumowanie grudnia i w dzisiejszym wpisie przedstawię Wam kilku swoich ulubieńców. Będzie o idealnym zapachu na zimę, mocno nawilżającej i nie zapychającej maseczce oraz utrwalaniu brwi na…mydło! To i wiele więcej znajdziecie w dalszej części posta, więc  tradycyjnie zapraszam do lektury. 

W grudniu najchętniej sięgałam po dwa pudry brązujące marki Nabla. Ten o nazwie Gotham jest niezastąpiony do dziennego i bardzo naturalnego konturowania (nawet dla bladziochów), a Saint Tropez to pewniak do ocieplania/opalania karnacji. Gotham nie sprawi, że będziecie wyglądać na brudne czy zbytnio wykonturowane, a Sain Tropez nie ma nic wspólnego z tandetną pomarańczą. Na skórze prezentują się niezwykle naturalnie i stanowią duet idealny. Niestety wyleciały mi w podróży z palety magnetycznej i pokruszyły się, więc byłam zmuszona zamówić nowe egzemplarze. Obecnie nie wyobrażam sobie makijażu bez tych dwóch cudeniek. Od początku widziałam w marce Nabla ogromny potencjał i jak dotąd nie spotkało mnie żadne rozczarowanie. Jeśli szukacie dobrych pudrów brązujących/konturujących, to śmiało sięgnijcie po te dwa kolorki. 
Od lewej: Nabla Gotham, następnie Nabla Saint Tropez
W grudniu najczęściej używałam pomadki z Bourjois Rouge Edition Velvet w odcieniu Ole Flamingo. Nie znam równie pięknego, nasyconego, a przy tym niepretensjonalnego różu.  Na ustach wygląda elegancko i przyciąga uwagę. Lubię formułę tych pomadek i mimo, że potrafią trochę przesuszać, to cenię je za trwałość i lekkość na ustach. Odcień Ole Flamingo pokazywałam na jednym z instagramowych zdjęć tutaj klik
W swoich kosmetycznych zbiorach odnalazłam też resztkę Aqua Brow w odcieniu 25 i aktualnie używam go do podkreślania brwi. Cenię ten kolor, trwałość oraz precyzję, z jaką można uzupełnić każdą lukę między włoskami w brwiach. 
Ogromnym ulubieńcem okazały się też gąbeczki Blend It, których używam do nanoszenia pudru na mokro. Jeśli jeszcze nie czytałyście o tym na moim blogu, to polecam Wam ten wpis. Poszłam też za radą jednej z moich czytelniczek i zaczęłam rozcierać podkład zmoczoną gąbeczką. Wygląda to tak, że najpierw nanoszę podkład palcem na twarz i lekko rozcieram, a następnie wklepuję/rozprowadzam zwilżoną gąbką. Efekt jest rewelacyjny! 
Lubię doklejać kępki rzęs nawet w dziennym makijażu. Najlepsze są te marki Neicha – uwielbiam je za naturalność i łatwość aplikacji. Mój ulubiony rodzaj to 301/short. Świetnie uzupełniają luki i zagęszczają rzęsy. Będą fajnym wyjściem, jeśli macie przerzedzone rzęsy po przedłużaniu czy kryzys po odżywce. Tutaj  pokazywałam jak dokleić kępki krok po kroku. To banalnie łatwe 🙂
Jeśli szukacie czegoś naprawdę dobrego do przyciemniania linii wodnej oka, to polecam czarny kajal z Astor Perfect Stay. Jest szczególnie przyjemny w stosowaniu, kiedy przyciemniam górną linię wodną, a tym samym zagęszczam linię rzęs. To w ogóle sprawia, że oko staje się bardziej wyraźne, ale nie tak pomniejszone, jak w przypadku malowania dolej linii wodnej. Kredka jest bardzo trwała, miękka, i kremowa. Ciekawa propozycja z drogeryjnej półki.
W grudniu lubiłam też dodatkowo czyścić linię pod brwią, aby była bardziej zdefiniowana i precyzyjna. W tym celu używałam korektora Isa Dora Light Touch Concealer, który jest bardzo wygodny w stosowaniu dzięki pędzelkowi. Ma też dobrą konsystencję, wystarczające krycie oraz jasny odcień (80 Blond Beige). Używam go też do rozświetlania okolicy pod oczami i również sprawdza się wzorowo. Jest lekki i nie wchodzi w załamania. 
Ulubieńcem okazał się też pędzel M Brush by Maxineczka w numerze 09, którego używam do aplikacji rozświetlacza oraz pudrowania okolicy pod oczami. Włosie jest bardzo miękkie, odpowiednio zbite, a trzonki prezentują się elegancko i klasycznie. To mój pierwszy pędzel tej marki, ale myślę, że na pewno nie ostatni. 
Ten zapach już zawsze będzie kojarzył mi się ze świętami oraz ciepłą, rodzinną atmosferą. Jest nieco inny, niż typowe zapachy od Michaela Korsa. Jeśli szukacie czegoś nienachalnego, ale jednocześnie trwałego i wyczuwalnego, to sprawdźcie zapach Midnight Shimmer. 
Jeśli chodzi o pielęgnację, to przedstawiam Wam dwóch, grudniowych faworytów. Pierwszym jest maseczka hialuronowa od Rau Cosmetics – Hyaluron Effect Mask. Fantastycznie nawilża i koi skórę, a przy tym nie zapycha i nie podrażnia. Nakładam ją czasem na całą noc pod oczy i również jest niezastąpiona. To moje pielęgnacyjne odkrycie ostatnich miesięcy, co zdarza się rzadko, jeśli chodzi o kosmetyki nawilżające. Większość mnie uczula, zapycha i Bóg wie co jeszcze, a tu miłe zaskoczenie. 
Drugim ulubieńcem okazał się żel pod oczy Collistar Eye Contour Hyaluronic Acid+Peptides. Najbardziej lubię go za to, że widocznie zmniejsza opuchliznę pod oczami oraz opuchliznę powiek. Lekko napina skórę, więc widać efekt wygładzenia drobnych zmarszczek. Poza tym nawilża i koi skórę. Lubię żelowe konsystencje i mimo, że staram się ich unikać zimą, to ten produkt zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Nie spowodował ściągnięcia, ani przesuszenia – jest wręcz przyjemnym “opatrunkiem” na podrażnioną skórę wokół oczu. Rozbawił mnie jedynie opis na polskiej etykiecie – kto widzi błąd? 🙂
Kerastase Oleo Curl pokazywałam na blogu już kilka razy. Kiedyś świetnie sprawdzał mi się do nabłyszczania i lekkiego utrwalania loków. Jeśli kręcicie włosy na papiloty lub wałki termiczne, to po ich usunięciu wystarczy rozetrzeć w dłoniach odrobinę tego produktu i wgnieść we włosy. Loki są wtedy ładniejsze, bardziej sprężyste, lśniące i pięknie pachną. Aktualnie stosuję go też jako dodatkowe zabezpieczenie przed elektryzowaniem się włosów. Kiedy odżywka bez spłukiwania i serum to za mało – wystarczy nanieść na włosy niewielką ilość Oleo Curl. Włosy przestają się elektryzować, ale nie są obciążone. Nie plączą się też pod czapką i szalikiem, więc warto spróbować. I ten grejpfrutowy zapach 🙂
I na koniec napiszę Wam też o pewnym sposobie na utrwalenie brwi. Długo szukałam mocnego żelu, który byłby przeźroczysty i który faktycznie przytrzyma włoski na swoim miejscu przez cały dzień. Niestety nie znalazłam ideału. Jakiś czas temu trafiłam na pewną metodę, o której w jednym ze swoich filmików opowiedziała Nikkie Tutorials. Potrzebujemy mydła glicerynowego, ale nie białego, tylko przeźroczystego oraz czystej szczoteczki np. po tuszu do rzęs. Moczymy szczoteczkę wodą i szuramy po mydełku tak, by nabrać trochę na aplikator. Następnie przeczesujemy brwi układając je w pożądany kształt i gwarantuję Wam, że zostaną na swoim miejscu przez cały dzień. Pamiętajcie tylko o niewielkich ilościach, bo nadmiar może się nieestetycznie osadzić. Czy ta metoda ma wady? Jedną – jeśli na brwi spadnie choć trochę wody np. śnieg czy deszcz i przetrzecie je niechcący dłonią, to zaczną się pienić 🙂 W suchych warunkach nie ma żadnych problemów. To aktualnie moja ulubiona metoda na utrwalenie ich kształtu, bo mam długie i niesforne włoski. Próbowałyście już tego mydlanego sposobu? 
Oto moi grudniowi ulubieńcy i niedługo wypatrujcie wpisu z niekosmetycznymi faworytami. Trochę ich mam, dlatego postanowiłam podzielić wpis na dwie części. Dajcie znać co tam u Was ciekawego, a tymczasem życzę miłego wieczoru. 

Zapraszam też na mój INSTAGRAM @kosmetycznahedonistka

Przeczytaj także