GADŻECIARA: DOMOWA MIKRODERMABRAZJA PMD PERSONAL MICRODERM oraz GLOV HYDRO DEMAQUILLAGE ON THE GO ŚCIERECZKA DO DEMAKIJAŻU WODĄ.
Daria

Daria

Autorka wpisu

Dziś kolejny post z mojej nowej serii “Gadżeciara”, o której Wam ostatnio wspominałam TUTAJ klik. Pisałyście, że tego typu posty Was bardzo interesują, a więc chętnie zabrałam się do tworzenia następnej notki. Tym razem skupię się na pielęgnacji twarzy, bo jestem w posiadaniu dwóch gadżetów, które okazały się niesamowicie pomocne. Mam cerę mieszaną, trądzikową i wrażliwą, czasem nawet alergicznie reagującą na wszelkie nowości z zakresu pielęgnacji. Bardzo ostrożnie podchodzę do nowoczesnych zabiegów, więc jeśli macie podobne problemy z Waszą skórą, to zapraszam do dalszego czytania. Opowiem Wam o domowej mikrodermabrazji oraz zmywaniu makijażu bez użycia żelu czy mydła. 


PMD PERSONAL MICRODERM CZYLI MIKRODERMABRAZJA W DOMU
_______________
Zabieg mikrodermabrazji w skrócie polega na ścieraniu warstw naskórka po to, by poprawić funkcjonowanie skóry. Takie złuszczanie wspomaga odnowę i regenerację oraz zapewnia głębsze wchłonięcie substancji aktywnych z kremów pielęgnacyjnych. Mikrodermabrazję mogą stosować osoby z piegami i przebarwieniami, bliznami potrądzikowymi, trądzikiem, rozstępami oraz zmarszczkami. Kiedyś taki zabieg był wykonywany tylko przez dermatologów ale dziś mikrodermabrazję możemy zafundować sobie w gabinecie kosmetycznym czy nawet w domu.  Sama kiedyś chodziłam dosyć regularnie na takie zabiegi, natomiast była to zbyt kosztowna kuracja i po jakimś czasie odpuściłam. Kiedy przeczytałam o urządzeniu PMD, to stwierdziłam, że jest idealne dla mnie. W internecie można przeczytać wiele opinii o Personal Microderm i przyznam, że znakomita większość jest pozytywna. Jestem już po 16 zabiegach i widzę znaczną różnicę w gładkości i ogólnym stanie mojej skóry. 


JAK DZIAŁA PMD?
_______________
To urządzenie, które delikatnie zasysa naszą skórę, a wewnętrzna nasadka ściera naskórek i wciąga go do środka. Zasada działania takiego gadżetu jest więc całkiem zbliżona do tradycyjnej mikrodermabrazji stosowanej w salonach kosmetycznych. Do wyboru mamy trzy rodzaje nakładek: białą, zieloną i niebieską. Biała jest najbardziej łagodna i przyznam, że odpowiada mi idealnie. Jeszcze nie czuję się na siłach, aby spróbować zielonej ale z czasem na pewno zacznę jej używać. Małe nasadki służą do twarzy, natomiast te większe do ciała. PMD jest zasilane prądem, a więc nie musimy zaprzątać sobie głowy bateriami.


SZCZEGÓŁY
_______________
Na pierwszym zdjęciu widzicie wnętrze PMD czyli filtr, który zbiega złuszczony naskórek po zabiegu. Po każdym użyciu trzeba go przemyć pod wodą. Na drugim zdjęciu urządzenie ma już białą nasadkę, której teraz używam do mikrodermabrazji. Trzecie zdjęcie to kompletne urządzenie, gotowe do pracy. Trzeba pamiętać, aby wszystko umieścić na swoim miejscu i aby nasadka ścierająca była nieco niżej, niż obudowa. Wszelkie instrukcje dotyczące użytkowania znajdziecie na dołączonej płycie. Na ostatnim zdjęciu zaprezentowałam Wam urządzenie z nasadką do ciała czyli o większej powierzchni ścierającej. 

JAKIE EFEKTY ZAUWAŻYŁAM
_______________
Szczególnie zależało mi na intensywnym złuszczaniu, bo jak wiadomo, to najbardziej skuteczna metoda, która pozwala na spłycenie blizn potrądzikowych, rozjaśnienie przebarwień czy pozbycie się zaskórników. To urządzenie naprawdę działa i efekty były zauważalne już po 8 zabiegach (każdy wykonuje się co 6-7 dni). Skóra stała się gładsza, bardziej napięta i szybciej wchłania nawet najbardziej bogate kremy. Pory, szczególnie na policzkach znacznie się zmniejszyły. Zauważyłam też, że wszelkie odstające skórki od razu zostają usunięte, co szczególnie dokucza mi w okresie jesienno-zimowym. PMD działa lepiej niż jakikolwiek peeling, nawet gruboziarnisty. Skóra jednak nie jest podrażniona i na następny dzień można z powodzeniem wyjść do ludzi. Obsługa tego urządzenia jest dziecinnie prosta i po obejrzeniu jakiegokolwiek tutorialu czy instrukcji dołączonej na płycie, każda z Was poradzi sobie z tym zabiegiem. Jeśli borykacie się z podobnymi problemami skórnymi i chcecie wspomóc swoją pielęgnację skóry, to myślę, że warto zainwestować w taki gadżet. Nie odmieni on diametralnie i od razu stanu skóry ale zintensyfikuje działanie kremów i pobudzi skórę do szybszej regeneracji. Biorąc pod uwagę cenę takiego zabiegu w gabinecie, to jednorazowy wydatek na PMD się opłaci. 

PMD możecie zakupić TUTAJ klik, a na wszystkie produkty z tej strony jest rabat -25% na hasło “kosmetycznahedonistka”. Rabat aktywny do 1 stycznia. Przesyłka była u mnie w ciągu tygodnia.


PHENICOPTERE On-the-Go GLOV CZYLI ŚCIERECZKA DO DEMAKIJAŻU WODĄ
_______________
Kiedy tylko usłyszałam o tym gadżecie do demakijażu, to od razu zapisałam go na swojej liście zakupowej. Od pewnego czasu zauważyłam, że żel z La Roche Posay trochę mnie podrażnia. Czasem wykonuję 2-3 makijaże dziennie i za każdym razem używam żelu do mycia, co nie do końca pozytywnie wpływa na moją skórę. Jest wtedy bardziej zaczerwieniona i sucha. Kiedy dowiedziałam się, że dzięki tej ściereczce nie potrzeba już żadnego żelu myjącego, to musiałam ją mieć. Faktycznie idealnie zmywa cały makijaż. Wystarczy ją zmoczyć wodą i przecierać dokładnie twarz, aż do całkowitego usunięcia wszelkich zanieczyszczeń. Nie podrażnia skóry i jest idealna dla takich wrażliwców jak ja. Jestem nią naprawdę zachwycona.
Glov ma wygląd rękawiczki. Wykonana jest z włókien 30 razy cieńszych od bawełny, co pozwala na delikatne ale skuteczne usuwanie makijażu. Piorę ją pod bieżącą wodą i wieszam, aby swobodnie wyschła. Można jej używać przez 3 miesiące. Jest to idealne rozwiązanie dla alergików oraz osób nie tolerujących chemicznych preparatów do mycia twarzy. Rękawiczki Glov używam naprzemiennie z żelem LRP ale planuję całkowicie się na nią “przerzucić”. Myślę, że im mniej chemii w pielęgnacji skóry, tym lepiej. 
Glov możecie zakupić TUTAJ klik. Jest jeszcze większa, w kwadratowym kształcie ale niestety nie miałam okazji testować. 
Co myślicie o tych dwóch gadżetach? 


 fb
 fb

 in


Przeczytaj także