DZIWNE GADŻETY DO WŁOSÓW: MAGIC LAVERAG, PART PIZAZZ, HAIR YOGA, MONKEY BANDS, SPRING RINGS I MASAŻER DO SKÓRY GŁOWY.
Daria

Daria

Autorka wpisu

Podczas domowych porządków znalazłam kilka dziwnych gadżetów do włosów. Postanowiłam pokazać Wam je bliżej tym bardziej, że są zupełnymi niewypałami i uważam ich zakup za stratę pieniędzy. Już po kilku podejściach wylądowały gdzieś na dnie szuflady i na pewno nie będę z nich korzystać. Jestem ciekawa czy miałyście z nimi jakieś doświadczenia. Zapraszam do dalszej części dzisiejszego wpisu.

MAGIC LAVERAG 
________
Kiedy pierwszy raz zobaczyłam w sieci ten dziwny gadżet do włosów, byłam totalnie oczarowana lokami, jakie można dzięki niemu zrobić. Na filmie instruktażowym wszystko wydawało się banalnie łatwe. Wystarczyło umieścić na tym plastikowym patyku kolorowy rulonik, następnie włożyć pasemko włosów do plastikowej pętelki i przeciągnąć włosy do środka kolorowego rulonu. Ha, żeby to było takie proste! Niestety przy pierwszych zabawach z Magic Laverag wyrwałam sobie całkiem pokaźną ilość włosów i w żaden sposób nie mogłam umieścić pasma w tym rulonie. Włosy strasznie się plątały i cały gadżet uważam za jedną, wielką, włosową porażkę. Być może moje włosy są za długie na takie wynalazki, a być może to kwestia samego gadżetu. Ja swój zamówiłam na Allegro i taki zestaw kosztował nie więcej, niż 20 zł. Możliwe, że jest nieoryginalny i to było powodem zupełnego niepowodzenia. 
W sieci znajdziecie wiele filmików, gdzie dziewczyny pokazują jak łatwo wyczarować wspaniałe loki za pomocą tego gadżetu i TUTAJ klik jest jeden z nich. Ja jednak należę do tej rzeszy użytkowniczek, które nie są z niego zadowolone i cała zabawa z nim wygląda mniej więcej tak: TUTAJ klik. (zabawa zaczyna się od 4:51).  
HAIR YOGA – DZIWNA ZAPINKA DO WŁOSÓW
________
Tą dziwną zapinkę do włosów znalazłam w zestawie “Hairgami”, jaki kupiłam już dosyć dawno w chińskim markecie. W sumie miałam pewne przeczucia, że zawartość pudełka może być jednym, wielkim niewypałem. Jak zawsze moja intuicja mnie nie zawiodła. Zapinka, którą widzicie na zdjęciu miała w sprytny sposób wyczarować ciekawą fryzurę, a niestety jak dla mnie jest zupełnie bezużyteczna. Te elementy spinki wciąż się odpinają i ciężko tego uniknąć. Pomijam już fakt, że taki plastikowy gadżet we włosach wygląda dziwnie, ale gdyby był jeszcze funkcjonalny… Niestety ani na moich włosach, ani na włosach mojej mamy zupełnie nie zdaje egzaminu. Oczywiście na filmiku instruktażowym wszystko wygląda banalnie prosto. Zobaczcie TUTAJ klik (zacznijcie od 2:21 min.)
SPRING RINGS
________
To jeszcze nie koniec niewypałów z pudełka Hairgami. Kolejnym świetnym gadżetem jest tzw. Spring Rings. W zestawie dołączona jest nawet instrukcja jak tego używać. Próby umieszczenia tej spiralki we włosach za każdym razem kończą się u mnie tak samo czyli ogromnym bólem rąk. W końcu trzymanie ich w górze przez 15 minut, to nie lada wyczyn. Niestety nigdy nie udało mi się wykonać tak ładnej fryzury, jak  na dołączonym obrazku. Być może na krótszych włosach wyglądałoby to inaczej. Na filmie to takie łatwe TUTAJ klik. (od 5:20 min.)
MONKEY BANDS
_______
Jak tak teraz patrzę na ten gadżecik, to mam łzy w oczach ze śmiechu. Czego to ludzie nie wymyślą! To zwykły kawałek gumki, a na końcach przyczepione są dwie spineczki. Po co utrudniać sobie życie związując włosy zwykła gumką lub spinając je małymi klamerkami? Lepiej nasiłować się z tym pomysłowym gadżetem, próbując obwiązać go wokół kucyka. Chyba nie muszę dodawać, że wygląda to na włosach…dziwnie.
PART PIZAZZ
_______
To jeszcze nie koniec zawartości wesołego pudełeczka z super gadżetami do włosów. Tym razem pokażę Wam hit czyli coś, co przypomina nożyczki, a ma pomóc w zrobieniu zygzakowatego przedziałka. Niesamowity gadżet, ale przyznam, że taka fryzura w stylu Britney Spears najlepiej wychodzi zwykłym grzebieniem. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam ten gadżet, byłam pewna, że to jakaś ozdoba do włosów. Niestety prawda była bardziej okrutna. 
MASAŻER DO SKÓRY GŁOWY
_______
Tak naprawdę nic nie zastąpi  naszych palców przy masażu skóry głowy. Wydzielają ciepło, a więc jeszcze bardziej pobudzają krążenie. Taki gadżet jest jak dla mnie zupełnie zbędny. Poza tym końcówki od mojego “masażera” zaczynają się dziwnie łuszczyć i puszczać farbę. Raczej nie chciałabym mieć tego wszystkiego później na skórze głowy. Masażer można kupić w praktycznie każdym, chińskim sklepie, ale według mnie to zbędny gadżet. Co prawda może chwilowo przynosić pozytywne odczucia, ale tak jak wspomniałam wcześniej – lepsze będą do tego nasze własne palce. 
___________
Używałyście któregoś z pokazanych gadżetów? Jakie wrażenia? 

Zapraszam na mój Instagram TUTAJ KLIK, gdzie czeka na Was konkurs z marką Benefit – do wygrania kuferek kosmetyków 🙂

↓Obserwuj bloga, jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi postami ↓

Przeczytaj także