CIEKAWOSTKI Z ŻYCIA MOICH WŁOSÓW: DESZCZOWNICA, MIODOWANIE I NAJLEPSZY SZAMPON NA ZWIĘKSZENIE OBJĘTOŚCI.
Daria

Daria

Autorka wpisu

Pomysł na dzisiejszy wpis przyszedł bardzo spontanicznie i znajdziecie w nim trzy ciekawostki z życia moich włosów. Napiszę o wielkim powrocie do miodowania i o niepozornej zmianie w pielęgnacji, która sprawiła, że nie mam już problemów z łupieżem, podrażnieniem skóry głowy i szybkim przetłuszczaniem włosów. W końcu znalazłam też szampon zwiększający objętość mojej czupryny – musicie go wypróbować! Zapraszam do czytania dalej. 

Od pewnego czasu borykałam się z brakiem odbicia włosów u nasady. Na długości były jedwabiste i lśniące, natomiast straciły na objętości przy głowie, co nie do końca mi pasowało. Próbowałam wielu sposobów, łącznie z moim ulubionym czyli nawijaniem włosów na rzepowe wałki zaraz po wysuszeniu, ale to działało tylko na chwilę. Postanowiłam też ograniczyć stosowanie silikonów, ale to również nie zdało egzaminu, bo moje włosy są bez nich niezdyscyplinowane. Rozwiązanie tego problemu okazało się najbardziej banalne z możliwych. Kiedy włosy są obciążone, przyklapnięte i bez życia, to wyraźny sygnał, że potrzebują protein. Przyszedł więc najwyższy czas na przerzucenie się z typowo emolietowej pielęgnacji na proteinową, czego już od dawna nie robiłam. Podczas zakupów w aptece natknęłam się na proteinowy szampon marki Himalaya Herbals Objętość i Sprężytość, który postanowiłam wypróbować. I to był strzał w dziesiątkę! Najbardziej obawiałam się tego, że spowoduje podrażnienie skóry głowy i dostanę od niego łupieżu, ale nic takiego się nie stało. Włosy po wysuszeniu były lekkie i puszyste, ale nie przesuszone i sztywne. Szampon wspaniale uniósł je u nasady i sprawił, że fryzura zyskała na objętości, co przy moich bardzo długich i ciężkich włosach jest trudne do uzyskania. Muszę przyznać, że to najlepszy szampon z jakim miałam do czynienia. Co więcej, ta objętość nie znika w ciągu dnia! Szampon poleciłam też mojej mamie, która ma zupełnie inne włosy (rozjaśnione i cieniutkie) i również jest nim zachwycona. Tak naprawdę nadal używam masek i odżywek emolientowych, bo szampon w zupełności poradził sobie z dostarczeniem im protein. Ostatnio natknęłam się na niego również w Rossmannie i to w dużej pojemności 400ml (wcześniej miałam mniejszą). Kupiłam go w promocji za około 15 zł. A jeśli nie wiecie jeszcze o co chodzi z tą pielęgnacją emolientową, proteinową i humektantową (a to bardzo ważne podstawy), to zajrzyjcie do tego posta. 
Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, że rodzaj słuchawki prysznicowej może mieć jakikolwiek związek z problemami skóry głowy (łupież, szybkie przetłuszczanie się włosów, swędzenie). Konkretnie chodzi o ciśnienie i strumień wody, która wydobywa się ze słuchawki, kiedy spłukujemy z włosów pozostałości szamponu. Słabe ciśnienie i jednostajny strumień niedokładnie usuwa szampon, co może mieć wpływ na tworzenie się łupieżu i inne dolegliwości. Od kiedy wymieniłam słuchawkę na taką, która ma 3 strumienie (korzystam z deszczownicy “rain”), to przestałam mieć jakiekolwiek problemy ze skalpem. Włosy są dłużej świeże, skóra głowy jest dokładnie oczyszczona, a spłukiwanie szamponu trwa o wiele krócej. Wcześniej robiłam to kilka dobrych minut, a niejednokrotnie musiałam powtarzać, bo wyczuwałam jeszcze w pewnych miejscach pianę. To taka niepozorna zmiana i moje małe, włosowe odkrycie, więc jeśli miewacie podrażnienia skóry głowy, to spróbujcie wymienić słuchawkę na taką z opcją deszczownicy. Istotne jest również to, aby ciśnienie wody było duże, bo wtedy macie pewność, że wszelkie pozostałości po środkach myjących zostaną szybko wypłukane z każdego zakamarku. 
O miodowaniu pisałam jeszcze na początku mojego blogowania i była to jedna z najlepszych metod na dogłębne nawilżenie oraz odżywienie moich włosów. Postanowiłam do niej wrócić i kolejny raz nie zawiodła. Aktualnie dodaję miodu do każdej odżywki i maski, którą nakładam na włosy. Zauważyłam, że działają o wiele silniej, a włosy są po nich miękkie, jedwabiste i lśniące. Jedyną wadą stosowania miodu w pielęgnacji włosów jest to, że nabierają one miodowego odcienia. U mnie akurat pojawiają się też jaśniejsze refleksy, co wygląda dosyć ciekawie, szczególnie w słońcu. Warto wybrać miód naturalny z okolicznej pasieki, bo te z supermarketów nie zawsze są odpowiednie. Zdradzę Wam też, że miodu używam do nawilżania mojej cery, a także do “leczenia” spierzchniętych ust czy popękanych kącików. To naprawdę wspaniały specyfik, którego można używać na wiele sposobów!
Dajcie znać co sądzicie na temat dzisiejszego wpisu i czy chciałybyście częściej czytać na temat ciekawostek z życia moich włosów. Mam ich jeszcze kilka w zanadrzu 🙂 Jeśli macie jakieś pytanka – chętnie pomogę. 


Przeczytaj także

PAŹDZIERNIK W ZDJĘCIACH.

Posty w stylu “miesiąc w zdjęciach” mają w sobie coś fajnego i sama chętnie podglądam je na innych blogach. Pamiętacie czasy, kiedy na “Hedonistce” pojawiało

Czytaj dalej »